Główna Redakcja Archiwum
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności  Jęśli tego nie akceptujsz, nie korzystaj z tej strony.

ISSN 2299-1328

www.komentatoreuropa.pl

(05.01.2022) Lucia Puttrich minister ds. europejskich w rządzie Hesji jest zdania, że "nagonka na Polskę i Węgry miała toksyczny wpływ na wewnętrzną spójność UE". Minister na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze, że Niemcy powinny powrócić na drogę mediatora między Wschodem a Zachodem.
Polen- und Ungarn-Bashing ist kontraproduktiv” - czytamy na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Tak „bicie” Polaków i Węgrów nic dobrego nie tylko UE, ale i Niemcom nie przynosi. O tym, że mamy do czynienia z nagonką władz unii, zwłaszcza władz Komisji Europejskiej, Rady Europy i kierownictwa PE na Polskę i Węgry wiadomo przecież nie od dziś. Wiedzą też o tym sami zainteresowani, niemieccy politycy, którzy walnie do tego procesu nie raz się przyczyniali. Na łamach „FAZ” opublikowano artykuł w którym możemy przeczytać między innym o tym, że Niemcy powinny zadbać o to, aby obecnie toczącą się debatę uspokoić. 

Niemiecka minister we Frankfurter Allgemeine Zeitung: pora zakończyć nagonkę na Polskę

Frankfurter Allgemeine Zeitung, Niemiecka minister pisze "o nagonce na Polskę". "Toksyczny wpływ na UE"

POLITYKA

Niemiecka polityk uważą, że uderzanie w Polskę i Węgry - w ostatnich latach nie odpowiadało duchowi współpracy na równych zasadach, ale miało toksyczny wpływ na wewnętrzną spójność UE. Zwłaszcza młodsze państwa członkowskie osiągnęły wolność i pełną niezależność dopiero na krótko przed przystąpieniem do UE. Wybrali również drogę do UE, ponieważ widzieli, że ich suwerenność jest lepiej chroniona przed rosyjską agresją. W tekście FAZ przypomina się o tym, że  oferta UE opierała się na obietnicy równej współpracy i wzajemnego szacunku. Istotą integracji europejskiej była zasada jednomyślności w istotnych sprawach. Zwłaszcza Niemcy zawsze były orędownikiem mniejszych i nowych państw członkowskich. Mogli być pewni, że istotne decyzje nie zostaną podjęte wbrew ich woli. To niemieckie zapewnienie było najbardziej przekonującym argumentem przeciwko obawom o hegemonię niemiecką czy francuską i o głębszą integrację.

W opinii auotrki artykułu obecny dyskurs burzy jednak tę obietnicę, a tym samym także podstawę biznesu. Nie chodzi tu tyle o temat, co raczej o ton. Poniżej jeszcze bardziej interesujących fragment artykułu opublikowanego przez niemiecki opiniotwórczy dziennik: „Kiedy kanclerz Olaf Scholz nonszalancko odrzuca polskie żądania reparacji podczas swojej inauguracyjnej wizyty i przeciwstawia je wkładowi Niemiec w UE, posługuje się dokładnie takim stereotypem, jakiego potrzebują populiści w swoich argumentach. Ale w jaki sposób taka niemiecka polityka europejska chce negocjować z tymi samymi partnerami w sprawie państwa federalnego (z bardziej centralnymi kompetencjami dla) Europy, jak wynika z umowy koalicyjnej stron sygnalizacji świetlnej- zastanawia się autorka tekstu. Przypomina, że przynajmniej w przypadku zmian traktatowych wymagana jest nie tylko zgoda na szczeblu europejskim, ale także większość konstytucyjna w parlamentach narodowych”. Lucia Puttrich minister ds. europejskich w rządzie Hesji uważa, że Niemcy "powinny zadbać o maksymalne uspokojenie tych debat", które "stoją na przeszkodzie dalszemu rozwojowi UE jako całości".

Niemcy powinny więc znaleźć drogę z powrotem do roli mediatora między Wschodem a Zachodem oraz między dużymi i małymi państwami członkowskimi, jak kiedyś zrobił Helmut Kohl. Przyjazny w tonie i autorytatywny w tej sprawie. Dalej czytamy w FAZ o tym, że prezydent Francji Emmanuel Macron “już wydaje się robić ten krok i odwiedził węgierskiego premiera Viktora Orbána”. Nie tylko ze względu na uświadomienie sobie, że bez jedności wszystkich państw członkowskich dalsza integracja, a nawet głębsza współpraca w oparciu o istniejące traktaty zakończą się fiaskiem. Niemiecka minister zauważa ponadto, że jedność może odnieść sukces tylko w różnorodności, w akceptacji różnorodności. Zjednoczenie Europy nigdy nie było pomyślane jako scalanie tożsamości i wartości europejskich, ale raczej jako współpraca suwerennych państw dla obopólnej korzyści. Autorka tekstu opublikowanego przez „Frankfurter Allgemeine Zeitung”  kończy takim o to zdaniem: „Przypominają nam o tym młodsze państwa członkowskie. Czasem głośniej, czasem ciszej”. Nie jest bynajmniej odosobniona w swojej opinii, że nagonka prowadzona przez władze UE i Berlin na Polskę i Węgry do niczego dobrego nie zaprowadziła. Jest jedną z niemieckich polityków, którzy uważają, że ton debaty i sposób traktowania Warszawy należy zmienić. Nie wystarczy udawana chęć poprawy relacji ze strony nowego kanclerza Niemiec, ale należy się zdobyć na realne działania zmierzające do sanacji obecnej sytuacji i to w całej UE. A ta przecież na różnych poziomach nie jest najlepsza. Coraz głośniej mówi się o konieczności reformy nieudolnych władz Unii Europejskiej, które nie tylko nie potrafią rozwiązywać problemów z jakimi przyszło się borykac, to nierzadko są ich generatorem, lub wzmacniaczem.



Źródło:  www.faz.net,  www.wydarzenia.interia.pl,


reklama
Fot. Screen ze strony https://www.faz.net/aktuell/politik/
europaeische-integration-ein-plaedoyer-von-lucia-puttrich-17713608.html
reklama