Główna Redakcja Archiwum
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności  Jęśli tego nie akceptujsz, nie korzystaj z tej strony.

ISSN 2299-1328

www.komentatoreuropa.pl

(17.02.2022)Burgweide do 1945 roku to była wieś, obecnie to wrocławskie Sołtysowice. To tutaj Niemcy  otworzyli w 1940 roku obóz „Durchgangslager des Gauarbeitsamts Niederschlesien Burgweide“. Obóz był największym i najdłużej działającym obiektem tego typu w dawnym Breslau. Miejsce kaźni i cierpienie niewolników Trzeciej Rzeszy było położone na terenie pomiędzy ul. Sołtysowską i Poprzeczną. [Zdjęcie obozu nr.1, kliknij tutaj] Teren obozu przylegał do znajdującej się tam cukrowni. W obozie znajdowali się jeńcy i robotnicy przymusowi wielu narodowości. Najliczniejszą grupą wśród więźniów Burgweide stanowili Polacy.

Burgweide – największy niemiecki obóz  III Rzeszy w Breslau

Burgweide – największy niemiecki obóz dla niewolników III Rzeszy w Breslau. Straszne miejsce, do którego trafiali ludzie w czasie II wojny światowej.  Najliczniejszą grupą byli Polacy

HISTORIA

Oprócz obywateli Polski trafili tutaj: Ukraińcy, Czesi, Jugosłowianie, Francuzi i Włosi. Podawane są różne dane, jednak w zależności od okresu działalności obozu przebywało w nim między 4000 a 10 000 ludzi. Obóz składał się z ok. 20-25 baraków, podzielonych na kilkanaście izb, w których przebywało po kilkadziesiąt osób, oraz kilku budynków administracyjnych i użytkowych. [Zdjęcie obozu nr.2, kliknij tutaj]

„Straszny był widok tego obozu. Było to świeżo po zbrodniczym spaleniu baraku szpitalnego z chorymi, dziećmi i starcami. Niemiła woń i sterczące niedopalone kości ludzkie. Były to ostatnie dni marca, ale od 1 kwietnia zaczęło się jeszcze gorsze piekło. Niesamowite bombardowania, głód i strach, no i ten okropny widok ludzi leżących na betonie, umierających z głodu lub ran. Serce pękało, gdy się na to patrzyło i słyszało jęki i prośby o wodę lub jakiekolwiek pożywienie. Byłam sama głodna, ale udało mi się zdobyć parę kartofli i podzielić między chorych.” - tak zapamiętała obóz Polaka, pani Anna Gołębiowska , więźniarka w obozie Burgweide.  Obóz w Burgweide otoczony był drutem kolczastym, a dodatkowo pilnowali, aby więźniowie nie uciekli umieszczeni na wieżyczkach strażnicy obozowi. Pod koniec funkcjonowania był już znacznie przepełniony. Panowały w nim bardzo trudne, wręcz koszmarne warunki. Więźniowie byli bardzo źle traktowani przez strażników, byli niedożywieni, często bici, zmuszani do pracy ponad miarę. Jesienią 1944 r. w Burgweide nastąpiły spore zmiany. Miejsce to przekształcono w obóz stały, do którego kierowani byli m.in. mieszkańcy Warszawy po upadku Powstania Warszawskiego, a jego liczebność bardzo mocno wzrosła. Liczba więźniów wręcz się podwoiła, osiągając szczyt w czasie działań frontowych wiosną 1945 r. Do tego piekła trafiła znaczna liczba więźniów z ulicy Hauke-Bosaka. Byli to  cudzoziemcy, w tym około 2000 Polaków.

W ostatnich miesiącach funkcjonowania obozu więźniowie byli zmuszani do niewolniczej pracy przy różnych okazjach na terenie całego miasta. Oprócz pracy w pobliskiej cukrowni, wykonywali prace w młynie kompanii Schlesische Mühlenwerke A.G. (Młyn Sułkowice). W trakcie walk o twierdzę Hitlera robotnicy  byli zmuszani do pracy przy budowaniu ulicznych barykad,wykorzystywano ich do kopania okopów i pracy przy budowie lotniska na pl. Grunwaldzkim. Właśnie przy budowie lotniska w środku miasta straciło życie wielu więźniów Burgweide. Wincenty Kucia tak wspomina swój pobyt w niemieckim obozie: „W obozie były warunki straszne, spaliśmy różnie, czasem w barakach, czasem pod gołym niebem, gdyż (…) było bardzo wiele ludzi, a z każdym dniem przybywało coraz więcej, więc nikt nie dbał o nas i nie troszczono się o nasze warunki higieniczne i bytowe. Głód panował straszny, zupa, którą nam wydawano raz na dzień, składała się z różnych warzyw, lecz nie było w niej prawie wcale ziemniaków. Na śniadanie dostawaliśmy jeden chleb na pięć osób (na cały dzień) oraz czarną niesłodzoną kawę”. W obozie w Burgweide zmarło wielu więźniów z powodu chorób i złego traktowania przez funkcjonariuszy obozowych. W styczniu 1945, w momencie kiedy linia frontu zbliżyła do rzeki Widawy, ewakuowano część więźniów. Najprawdopodobniej  to strażnicy obozowi podpalili szpital obozowy wraz ze znajdującymi się w środku chorymi. Za koniec istnienia niemieckiego obozu uznaje się datę na 7 maja 1945 Tak więc, obóz  istniał przez całe oblężenie. Wkrótce po zakończeniu działań wojennych w mieście,  odwiedził obóz pierwszy polski prezydent Wrocławia, Stanisław Drobner. W czasie wystąpienia na terenie byłego obozu zaapelował do, byłych już więźniów o pozostanie w polskim Wrocławiu i o wzięcie udziału w jego odbudowie. Co warte odnotowania, po II wojnie światowej baraki obozowe służyły za mieszkania. W 2019 roku wysiedlono stąd ostatnich mieszkańców. Teren obozu został przeznaczony na sprzedaż. W rejonie dawnego obozu postawiono w 1959 roku głaz granitowy z napisem upamiętniającym więźniów obozu pracy przymusowej, a w 1995 roku krzyż ku „pamięci Polaków represjonowanych w latach 1940–1945”.


Źródło:https://kochamwroclaw.pl/burgweide-najwiekszy-oboz-pracyhttps://pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C3%B3z_Burgweidehttp://ludziezeznakiemp.pl/map points/soltysowice/


reklama
reklama