POLITYKA   Komentator. Europa-Niemcy-Polska  
Finalna_wyprzedaz_b2bBanner 120 x 600
reklama
reklama
reklama
Rosyjska oferta a europejska przyszłość Ukrainy

Paweł Zalewski,
europoseł PO z Warszawy,
wiceszef komisji handlu międzynarodowego
w Parlamencie Europejskim

/09.04.2013/ Trudno dziwić się, że rosyjska oferta wybudowania odnogi gazociągu jamalskiego na Słowację i dalej na Węgry i do Europy Południowej wzbudziła emocje w Polsce. Jednak zdumiewa, iż biorący udział w debacie traktują ją tak, jakby odbywała się w realiach roku 2005. Niezależnie, czy ofertę należy traktować serio, czy jak chcą niektórzy, jest ona blefem, stanowi zmianę rosyjskiej polityki wobec Polski. Rangę propozycji podniosło zgłoszenie jej przez samego prezydenta Rosji Włodzimierza Putina. Do tej pory Rosjanie omijali Polskę przy budowaniu dróg tranzytowych. Dziś w pakiecie jest jeszcze oferta zbudowania mostu energetycznego (z pominięciem Litwy) oraz kolei szerokotorowej prowadzącej przez Polskę do Wiednia. Już sam fakt przedstawienia tych propozycji jest dla Polski korzystny. Pozwala wykorzystać tranzytowe położenie między Wschodem a Zachodem, przynosząc wielomilionowe zyski gospodarce. Jasne, iż musiałyby one zostać odpowiednio wynegocjowane z twardym partnerem, jakim są Rosjanie. Dziś to jednak im zależy na tych projektach, mamy zatem zupełnie sprzyjającą pozycję wyjściową. Dlatego, niezależnie od zawirowań wokół memorandum z Gazpromem, dobrze się stało, że rząd podjął tę inicjatywę.















Wiadomo jednak, że jak zwykle z Kremlem, obok agendy jawnej jest też ukryta. W tym przypadku dotyczy Ukrainy. Od kilku lat Rosja zintensyfikowała presję na przyłączenie Kijowa do Unii Celnej i Związku Euroazjatyckiego, organizowanych pod swoją egidą. Instrumentem perswazji ma być możliwość odcięcia Ukrainy od dostaw gazu bez jednoczesnego zamykania eksportu na Zachód. Dlatego zbudowano najpierw gazociąg Nord Stream i przystąpiono do realizacji projektu South Stream, przez Morze Czarne na Bałkany i dalej na Węgry, do Włoch i Austrii. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat nastąpiła radykalna zmiana na rynku energii. Akcje Gazpromu, zaangażowanego w politycznie motywowane i niezwykle kosztowne projekty inwestycyjne, straciły znacznie na wartości. Są miarodajne sygnały, iż spółki nie stać już na realizowanie projektu South Stream. Nie ma zresztą gazu do wypełnienia istniejących i projektowanych gazociągów, gdyż budowa infrastruktury eksportowej wyprzedziła inwestycje w wydobycie. Jednak to nie wszystko. Kraje skazane na rosyjski gaz, takie jak Polska i Ukraina, które płacą do tej pory najwyższe ceny, zwiększyły inwestycje we własny gaz konwencjonalny i łupkowy. W okresie 7-10 lat mogą uzyskać daleko idącą samowystarczalność w tym zakresie. Oczekiwane podpisanie przez Unię Europejską w ciągu dwóch najbliższych lat umowy o wolnym handlu z USA, otworzy możliwość importu amerykańskiego gazu łupkowego po cenach kilkakrotnie niższych niż kupowanego z Rosji. Doprowadzi to do zmiany reguł gry w światowym handlu surowcami energetycznymi, roztaczając przed Kremlem straszliwą perspektywę drastycznego zmniejszenia dochodów z handlu gazem. Przy gospodarce opartej na sprzedaży głównie gazu i ropy oraz rozbudzonych oczekiwaniach socjalnych wobec budżetu, może to podważyć legitymację obecnego systemu władzy. Nic więc dziwnego, że Putin rozpoczął wyścig z czasem o utrzymanie przywództwa. Zanim uruchomione zostaną olbrzymie rezerwy gazu łupkowego, powstaną terminale LNG i Amerykanie zaczną sprzedawać swój tani gaz, Kreml chce wszystkimi możliwymi sposobami podporządkować sobie postsowiecką Europę Wschodnią, głównie Ukrainę. Stąd propozycja tzw. pieremyczki jamalskiej z Polski na Słowację. Z jednej strony pozwoli ona wywiązać się ze zobowiązań wobec południowych partnerów bez angażowania się w South Stream, z drugiej umożliwi realną presję na Kijów. Połączone moce Nord Streamu, Jamału i ewentualnego połączenia lądowego przez Polskę mogłyby przejąć eksportowany do tej pory przez Ukrainę gaz, zarazem umożliwiając zamknięcie dostaw dla niej samej bez negatywnych konsekwencji w relacjach z Zachodem. W skrócie, chodzi tutaj o nowy sposób realizacji obecnej już w latach dziewięćdziesiątych koncepcji obejścia Ukrainy w eksporcie rosyjskiego gazu na Zachód. 

Opozycja deklarując obawę o dodatkowe zwiększenie zależności Polski neurotycznie reaguje na podjęcie rozmowy z Rosjanami. Tyle, że rzeczywistość jest inna niż 8-10 lat temu. Ukraina już dziś posiada możliwości importu tańszego gazu (prawda - też rosyjskiego) z firm niemieckich przez Polskę. W marcu br. nie sprowadziła dzięki temu ani metra gazu od Gazpromu. Nie zrobi tego również w kwietniu. Polska także rozbudowując swój potencjał (port LNG w Świnoujściu i łupki) oraz korzystając z regulacji unijnych, minimalizuje w szybkim tempie uzależnienie od Rosji. Co więcej, być może (zależy od wyników negocjacji) dzięki pieremyczce Polska uzyskałaby, podobnie jak dziś Niemcy, możliwość eksportu tańszego gazu rosyjskiego na Ukrainę?

Jeżeli zmniejszamy możliwość szantażu rosyjskiego, jeżeli sama Ukraina pokazuje, iż może ograniczyć import gazu z Rosji, to skąd te protesty, skąd te krzyki? Czy opozycja nie dostrzega zmian, które zaszły w ostatnich latach? Czy opozycja nie rozumie nowej logiki, która rządzić będzie polityką gazową po wejściu do Europy Amerykanów i nas z gazem łupkowym? Po co to ciągłe stawianie Rosjan w roli straszaka? Czy może chodzi tu o tradycyjne mobilizowanie elektoratu obawą przed realnie słabnącym Putinem? Może, zamiast obrażać się na początku, warto zdefiniować nasze interesy wobec nowego projektu i powiedzieć Rosjanom sprawdzam? Dlaczego mielibyśmy rezygnować z góry z zysków, które mogą być interesujące dla każdego państwa?

Być może taki powód istnieje. Musiałby on dawać nam jeszcze wyższe korzyści, niż sam tranzyt rosyjskiego gazu na południe. Takim powodem byłaby realna, a nie tylko deklaratywna, integracja Ukrainy z Unią Europejską. Opowiadam się za nią konsekwentnie i od lat. Jestem także pod wielkim wrażeniem młodej generacji myślących, wykształconych i odważnych ludzi formujących właśnie ukraińskie społeczeństwo obywatelskie. Dziś są oni jednak zakładnikami politycznej gry rządu, który bez skrupułów, stosując prawo selektywnie, ogranicza wolności obywatelskie i nie wywiązuje się ze swoich własnych zapowiedzi konsekwentnego zmierzania ku Zachodowi. Jasno widać, że władze w Kijowie prowadzą ryzykowną grę. Nie tylko ryzykowną, ale też podwójną, w sensie składania dwóch różnych zapewnień - z jednej stronie Brukseli, z drugiej Moskwie. Dalsze lawirowanie nie może być akceptowane. Władzom ukraińskim dano szanse. Nie odrzucono ostatecznie możliwości zawarcia umowy stowarzyszeniowej, bo choć osadzenie Julii Tymoszenko bardzo ją oddaliło, tematu nie zamknięto na zawsze. Jeżeli prezydent Janukowycz podjął rzetelną decyzję o integracji z UE, mocniejsza pozycja w kwestiach gazowych może być mu potrzebna. Potencjalna modernizacja przy udziale Unii sektora gazowego, w tym tranzytowego, da pogrążonej w kryzysie gospodarce ukraińskiej dodatkowe bodźce rozwojowe. Już dziś Kijów pokazuje Kremlowi alternatywę w kwestii zakupu gazu z Niemiec. Jeżeli jednak brak pieniędzy na South Stream i polska odmowa w sprawie tzw. pieremyczki zmusi Rosję do rozmów z Ukrainą, może oznaczać to zmniejszenie ceny gazu dla Ukraińców. Wówczas mamy prawo liczyć na pewne zrekompensowanie przez Kijów strat spowodowanych naszym wycofaniem się z projektu. Jednak przede wszystkim odnieślibyśmy korzyść strategiczną. Przenoszenie standardów europejskich na Wschód rozszerzyłoby strefę bezpieczeństwa i przewidywalności. Może zmniejszać napięcie socjalne na naszej granicy, wzmocnić szansę na korzystne relacje gospodarcze i realnie osłabić wpływ ofensywnej polityki rosyjskiej na Europę Środkową.

Realna wola integracji z UE, będąca dla Warszawy warunkiem do rezygnacji z tzw. pieremyczki, musi być potwierdzona nie tylko podpisaniem umowy stowarzyszeniowej, ale także odstąpieniem od wykorzystywania prawa do walki politycznej i zwolnieniem Julii Tymoszenko. Prezydent Janukowycz przedwczoraj ułaskawiając Jurija Łucenkę pokazał, że jest poważnym partnerem w rozmowach z prezydentem Komorowskim i innymi przywódcami europejskimi. Jeżeli autentycznie myśli o zaprzestaniu polityki kluczenia między Zachodem a Rosją, musi zdobyć się na dalsze kroki. Wówczas będziemy mogli zrezygnować z kluczowego projektu gazowego w relacjach z Rosjanami. W przeciwnym wypadku, jeśli Ukraina podjęłaby decyzję pozostania sam na sam z Kremlem, nie miałoby to sensu. Takie koncesje, licząc na wzajemność, czyni się bowiem wyłącznie w wyjątkowych wypadkach
www.1and1.pl
reklama
120213 Windows8_Banner_160x600_PL Image Banner 160 x 600