POLITYKA   Komentator. Europa-Niemcy-Polska  
Finalna_wyprzedaz_b2bBanner 120 x 600
reklama
reklama
reklama
Kozackie tradycje Rady Najwyższej

Łukasz Wieremiejuk

/02.04.2013/ Rada Najwyższa, po ponad czterdziestu dniach przerwy w funkcjonowaniu, wznowiła „pracę” 19 marca. W tym czasie ukraińscy parlamentarzyści zebrali się na posiedzeniach plenarnych zaledwie dwa razy tylko po to, by znów przerwać obrady. Tym razem deputowani zamiast walczyć na słowa – walczyli na pięści.

Lider frakcji parlamentarnej Partii Regionów Aleksander Jefremow rozpoczął swoje przemówienie w języku rosyjskim, czym wywołał oburzenie wśród deputowanych partii Swoboda. Jefremow, kończąc wystąpienie, nazwał członków Swobody „skandującymi neofaszystami”. Kiedy na mównicę wszedł ich przedstawiciel Oleg Tiahnibok, rozpoczynając tyradę przeciw Jefremowowi i Partii Regionów, sytuacja wymknęła się spod kontroli przewodniczącemu Rady. Partyjni pobratymcy Tiahniboka okrążyli mównicę, rozpoczynając jej okupację. Deputowani Partii Regionów ruszyli z kontrofensywą by ją odbić. Walka polityczna w tym przypadku nabrała dosłownego i brutalnego znaczenia.

Taki przebieg posiedzenia Rady Najwyższej to nie pierwszyzna w historii ukraińskiego parlamentaryzmu. Od 1991 r. w budynku Rady doszło do około sześćdziesięciu bójek i przepychanek między przedstawicielami różnych partii. Do pierwszego starcia między deputowanymi doszło jeszcze w 1989 r., a bójka weszła do porządku obrad jako stały punkt w połowie lat 90. Wzrost popularności bójki jako formy dyskursu politycznego w ukraińskim parlamencie nastąpił po 2002 r., kiedy do Rady Najwyższej wszedł Blok Julii Tymoszenko i Partia Regionów.

Do większych starć z udziałem członków obu partii dochodziło w 2006 i 2009 r., ale największe zadymy, miały dopiero nadejść. Nadzwyczaj obfity w parlamentarne bijatyki był rok 2010. Do niewielkiego starcia (jak zwykle) między członkami Bloku Julii Tymoszenko-Batkiwszczyny i Partii Regionów doszło w lutym, kiedy ci pierwsi na kilkanaście minut przed zakończeniem sesji postanowili zablokować prezydium. Niedługo później: 27 kwietnia, podczas ratyfikacji umowy o przedłużeniu stacjonowania Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu i przyjęciu budżetu, doszło do jednej z największych rozrób w Radzie Najwyższej. Klasyczna walka na pięści między deputowanymi została tym razem urozmaicona rzucaniem jajkami w przewodniczącego Rady, który był zmuszony do ukrywania się pod parasolem, a także o odpalanie rac w sali obrad. Rozróba zajęła piąte miejsce na liście siedmiu największych politycznych bójek na świecie, opublikowanej przez The Guardian. Znamienity w dziejach ukraińskiego parlamentaryzmu rok 2010 kończył się również bójką. 16 grudnia deputowani Bloku Julii Tymoszenko-Batkiwszczyny uniemożliwiali pracę parlamentu przez cały dzień, w ramach protestu przeciw wszczęciu śledztwa wobec byłej premier, na co zareagowali w końcu waleczni członkowie Partii Regionów. O zaciętości walk może świadczyć krzesło roztrzaskane na głowie deputowanego Michaiła Wołyńca, który próbował rozdzielać bijących się kolegów, co skończyło się dla niego wstrząśnieniem mózgu. Ostatnie tak burzliwe obrady, odbyły się w maju 2012 r., kiedy rozpatrywano ustawę o statusie języka rosyjskiego. Świat znów obiegły zdjęcia okładających się pięściami ukraińskich parlamentarzystów, którzy już na samym początku obrad wszczęli bójkę, skutecznie uniemożliwiając przyjęcie ustawy.

To tylko nieliczne, najbardziej barwne przykłady tego, jak może potoczyć się debata w Radzie Najwyższej. Relacje z posiedzeń przypominają do złudzenia opisy historyków opowiadające o zgromadzeniach Rady w Koszu Siczy Zaporoskiej. Kozacy, chcąc podjąć ważną decyzję np. o wyborze atamana, dzielili się na różne stronnictwa, toczyli spory co do poszczególnych kandydatur, a to z kolei często kończyło się bijatyką. Jak widać, tradycje kozackie w kulturze obrad współczesnej Rady Najwyższej pozostają nadal żywe.

Mało tego – tradycje kozackie skutecznie wypierają ukraińskie prawodawstwo. Teoretycznie jakakolwiek przemoc fizyczna i spowodowanie uszczerbku na zdrowiu drugiej osoby, mogą być zgodnie z ukraińskim prawem zakwalifikowane, jako czyn zabroniony i uznane za przestępstwo. Jednak, by pociągnąć deputowanego do odpowiedzialności karnej, potrzebna jest zgoda Rady Najwyższej, ale ta w praktyce nigdy nie została jeszcze udzielona. Za to kandydatów do ukarania znalazłoby się wielu, zarówno ze strony partii rządzącej, jak i z opozycji. Paradoksalnie wyjątkiem jest, ku zmartwieniu wielu kibiców boksu, Witalij Kliczko. Lider partii Udar (Cios) do tej pory z politowaniem oglądał bokserskie wyczyny swoich kolegów, nie oddając przy tym ani jednego ciosu w sali obrad parlamentu.

Pomijając fakt, że niezgrabne ruchy otyłych deputowanych, niekiedy tylko imitujące próby podjęcia walki na pięści, mogą stanowić doskonałą rozrywkę dla widzów przed telewizorami, to jednak kozackie zwyczaje polityków, nie służą wizerunkowi Ukrainy na arenie międzynarodowej. Co mają powiedzieć polscy europosłowie swoim niemieckim czy francuskim kolegom, kiedy oglądają nagrania ukazujące ukraińskich deputowanych w zakrwawionych koszulach, okładających się pięściami, rzucających krzesłami czy odpalających świece dymne w swoim parlamencie? Polska konsekwentnie stawia Ukrainę w dobrym świetle przed UE, jednak jej PR-owskie starania idą na marne po każdej kolejnej rozróbie w Radzie Najwyższej. Co prawda, bójki zdarzały się we włoskim i czeskim parlamencie, ale mimo wszystko ściany Parlamentu Europejskiego nie widziały jeszcze walki innej niż słownej, a europosłowie raczej nie przejawiają głodu nowych wrażeń podczas obrad.

Ukraina ma do spełnienia kilka istotnych warunków, by umowa stowarzyszeniowa została ratyfikowana przez państwa UE. W obliczu ostatnich wydarzeń w ukraińskim parlamencie, należałoby dodać jeszcze jeden, najprawdopodobniej najbardziej trudny do spełnienia: zmiana mentalności Ukraińców. Jest to warunek, który może zaważyć na tym, czy Ukraina będzie mogła nazywać się Europą, czy nadal pozostanie Kozaczyzną.  


120213  Image Banner 160 x 600