Komentator Inne

www.komentatoreuropa.pl

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności .
Joanna Bator: Zawsze chciałam ruszyć za horyzont

/05.07.2018/ W swoich powieściach powraca do Wałbrzycha, opisując zmysłowość miasta, jego zapachy i smaki. Joanna Bator* jest tegoroczną laureatką Nagrody im. Hermanna Hessego, jednej z najbardziej prestiżowych nagród literackich.Deutsche Welle: 2 lipca otrzyma Pani prestiżową Nagrodę im. Hermanna Hessego. Czym jest dla Pani to wyróżnienie? 
Joanna Bator: Każdanagroda jest oczywiście radością dla twórcy. Dla mnie szczególne znaczenie mają te gesty uznania spoza kraju, bo dają mi poczucie szerszego oddechu. Zawsze chciałam ruszyć za horyzont. I to, że moje książki podobają się w obszarze niemieckojęzycznym jest dla mnie ogromną przyjemnością i wyzwaniem. W tym szczególnym wypadku ma to jeszcze inny wymiar. Hermann Hesse był jednym z moich ukochanych pisarzy tej pierwszej, nastoletniej młodości, kiedy lektury najmocniej kształtują człowieka.
DW: Została wyróżniona także tłumaczka Pani powieści na język niemiecki – Esther Kinsky, której udało się – co podkreśliło jury – stworzyć „niezależne językowe uniwersum”. Czy pokazywała jej Pani, jak innym tłumaczom, Wałbrzych i opisane w powieści miejsca?
JB: Tłumacze są bardzo różni. Jedni muszą dotknąć materii pozatekstowej, pojechać tam, gdzie umieściłam swoich bohaterów, dotknąć, powąchać, poczuć... Jak na przykład moi tłumacze na węgierski, bułgarski czy hebrajski. Esther jednak potrzebuje tylko tekstu. Jest wybitną tłumaczką i wielką indywidualnością artystyczną, świetną pisarką. Ona jako pierwsza poniosła moje książki w świat. Nasza współpraca nie polegała na codziennym kontakcie. Pytała o coś rzadko i konkretnie. Intuicja od początku kazała mi Esther zaufać. Zdarzały się ciekawe rzeczy, kiedy jeździłyśmy na spotkania autorskie z „Piaskową Górą” i „Chmurdalią”. Aktorka lub Esther czytały moje powieści, a ja w obcym języku odnajdywałam melodię mojej polszczyzny. To jest cud przekładu, do którego zdolni są tylko nieliczni tłumacze. Po jakimś czasie zaczęłam też do tego stopnia rozumieć niemiecki, że na wieczorach autorskich nie trzeba było tłumaczyć mi pytań.
Reklama












DW: Alicja Tabor, bohaterka „Ciemno prawie noc”, to anagram Pani nazwiska. Na ile autobiograficzne są Pani wałbrzyskie powieści?
JB: Paradoksalnie i bardzo, i w ogóle. Bardzo – bo wykorzystuję własne doświadczenie miejsca i czasu. W ogóle – bo nie opisałam ani swojej rodziny, ani innych bliskich. Nigdy tego nie robię. Stwarzam postaci fikcyjne ze swojego doświadczenia i fantazji. Łącznikiem z moją biografią są „zahaczki” – drobne szczegóły „prawdziwego życia”. Czyjeś ucho, znamię, ton głosu, kolor skóry. Często jestem pytana, czy moja rodzina rzeczywiście pochodzi ze Wschodu i część czytelników jest rozczarowana, kiedy mówię, że nie.
DW: Czytając Pani powieści, poznaje się Wałbrzych i można odnieść wrażenie, że łączy Panią z tym miastem szczególna więź. Tymczasem Pani świadomie stamtąd uciekała. To taki ambiwalentny stosunek…
JB: Wyjechałam z Wałbrzycha jako młodziutka dziewczyna. To był szczególny czas – upadek komunizmu i początki demokracji. Z jednej strony cudowny moment, czuło się niezwykłą energię, a z drugiej strony smutny okres dla mojego miasta – upadające górnictwo, bezrobocie... To była więc ucieczka „od”, ale też ucieczka „do”. Wyjechałam w świat. Tak robią młodzi ludzie, którzy chcą ten świat poznać.
Dopiero kiedy mieszkałam w Japonii, okazało się, że związek z moją pierwszą małą ojczyzną domaga się przepracowania, jakiegoś nowego języka, żeby wrócić tam mentalnie. I okazało się, że językiem tym jest proza. Mogę w niej wrocić do tych miejsc, zmysłowości miasta, zapachów, smaków. W tym sensie Wałbrzych zawsze jednak będzie dla mnie miastem najważniejszym, ważniejszym od tych wszystkich miejsc, w których mieszkałam lub mieszkam. Dolny Śląsk to matczyzna moich opowieści.




ZOBACZ TAKŻE:
reklama
reklama

Drogi Czytelniku/Czytelniczko Komentator Europa-Niemcy-Polska nie gromadzi, ani nie przetwarza w celach marketingowych, ani innych Państwa danych. Strona zamieszcza reklamy zewnętrznych partnerów, a na ich politykę nie mamy żadnego wpływu. Zamieszczane są również linki zewnętrze, na które nie mamy wpływu. Swoją decyzję zawsze mozesz zmienić. Wystarczy namieść odpowiednie zmiany w ustawieniach. Tu o naszej polityce prywatności. Jeśli się z tym nie zgadzasz  napisz bezpośrednio do naszych partnerów, lub zrezygnuj z korzystania ze strony. Jeśli się zgadzasz, pozostań naszym Czytelnikiem.

LETNIA PROMOCJA