Komentator Redakcja
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności .

-HISTORIA-
Zmierzch „bogów z  Ohlau”
Krzysztof Tokarz
/16.01.2020/ Nie będzie to opowieść o Oławie, jaką wszyscy znamy, lecz o niemieckim „Ohlau” w czasie II wojny światowej. O tym, jak wyglądało to miejsce i co się w nim działo, zanim przybyli tam nasi dziadkowie i pradziadkowie po zakończeniu działań wojennych. Jak się  żyło zanim pierwsi osadnicy – nierzadko z Kresów II Rzeczpospolitej – postawili tam pierwsze kroki. Nie będzie to opowieść od zarania miasta, a jedynie od momentu wybuchu ostatniej wielkiej wojny.
Ohlau w 1939 roku nie wiedziało, że zaledwie kilka lat później stanie się polską Oławą. Gdy wybuchła wojna, w mieście żyło się całkiem przyzwoicie. Oława leżała na rubieżach – no może nie dosłownie - III Rzeszy, dlatego już 2 września odczuła nie wicher, a powiew zefirka wojny. Prawdziwe tornado przyszło sześć lat później. Gdy wybuchała II wojna światowa, a Wehrmacht maszerował przez Polskę, mieszkańcy niemieckiej Ohlau - jak pozostali Niemcy w tych okolicach – mocno to popierali. Nie raz na wiecach wyrażali swoje zadowolenie, głośno hailując. Tak też się działo w Ohlau podczas uroczystości organizowanych przez NSDAP. Z wojskowego podoławskiego lotniska już 1 września 1939 roku wystartowały niemieckie samoloty, by bombardować polskie miasta i wsie. To maszyny stacjonujące pod Oławą jako jedne z pierwszych zaatakowały Polskę. Na początku wojny w 1939 roku polscy lotnicy zbombardowali jedną z ówczesnych fabryk. Do dziś nie ma pewności, który z ówczesnych niemieckich zakładów został trafiony polską bombą. Ze wspomnień polskich lotników wiadomo natomiast, że bomby osiągnęły swój cel. Pilot polskiego samolotu tak zapamiętał ów lot nad Oławą: „Nie orientowaliśmy się, gdzie jesteśmy. W dole z prawej strony zauważyłem miasto. To była Ohlau. Skoczyłem do radiostacji sprawdzić, czy telefon pokładowy działa. Chwilę później usłyszałem głos pilota Wacka Buczyłko: Stary, przypnij spadochron, bo mam cel. Byliśmy na wysokości około 1400 metrów. Pilot wykonał skręt w lewo i dał nura ku ziemi. Maszyna leciała wprost nad dymiące fabryczne kominy. Nasze bomby trafiły do celu. Po kilku minutach obiekt został poważnie uszkodzony. Wracaliśmy na lotnisko...”. Śmiały rajd samotnego polskiego karasia był wyczynem niezwykłym. Tylko przypadek sprawił, że w okolicy Oławy tego dnia nie było niemieckich myśliwców. Tamtego ranka pułk  Messerschmittów, stacjonujący na lotnisku w Märzdorf (Marcinkowice) latał nad celami w Polsce. Początek wojny dla ówczesnych Ohlauerów był nader pomyślny. Oławianie wiwatowali, gdy Führer pokonał najpierw Polskę, a potem odniósł zwycięstwo nad Francją. Mieszkańcy tego miasteczka nie kryli swojego zadowolenia podczas organizowanych z tej okazji uroczystości. Radość w Oławie była nawet nieco większa niż gdzie indziej w Rzeszy. Oława w latach trzydziestych XX wieku należała do miast, które mocno poparły dojście Adolfa Hitlera do władzy. Tutejsza ludność - nawet w nieco wyższym procencie niż w innych rejonach Rzeszy - opowiadała się za Hitlerem i jego polityką. Na to miały wpływ różne czynniki. Przede wszystkim fakt, że były to rubieże III Rzeszy. Do granicy z ówczesną II Rzeczypospolitą nie było daleko. Stopień niechęci do Polaków na tym terenie wzrósł po tym, jak rodząca się niepodległa Polska zabrała część ziem z dawnego zaboru pruskiego. Po Powstaniach Śląskich poziom niechęci do Polaków jeszcze wzrósł. Nie przypadkowo w niedalekim Jelczu podczas budowy zakładów Kruppa zlokalizowano filię obozu koncentracyjnego. Ówczesne władze zdawały sobie sprawę ze sprzyjających im nastrojów wśród miejscowej ludności.
reklama




















Ówczesna Ohlau na wojnie nawet zyskiwała. Jak pozostałe miejscowości Dolnego Śląska stała się tzw. spichlerzem Trzeciej Rzeszy. W oławskich zakładach zaczęto realizować różnego rodzaju zamówienia na rzecz Wehrmachtu. Wraz z nimi napłynęły środki i pieniądze. Jednym z czynników tak wysokiego poparcia w Oławie i jej okolicach dla Adolfa Hitlera była właśnie gospodarka. Ohlau w XIX wieku i na początku XX „dołowała”. Rozwijała się znacznie wolniej i słabiej niż podobne miasta w Bawarii, Nadrenii i innych miejscach w Rzeszy. Jak na ówczesne warunki kaiserowskiej Rzeszy, a później Republiki Weimarskiej to była dość uboga okolica. Ożywienie gospodarcze zaczęło się już za czasów Republiki Weimarskiej, ale jego prawdziwy boom nastąpił właśnie w latach trzydziestych XX wieku. Przypadał więc na okres rządów Hitlera. Stabilna sytuacja ekonomiczna i dostępna praca dawały poczucie bezpieczeństwa, a to z kolei pośrednio miejscowa ludność wiązała z ówczesnym reżimem. Gdyby przejść się ulicami ówczesnej Ohlau, można by zobaczyć szereg przepięknych kamienic i zadbanych ulic. Fasady niektórych kamienic na Grottkauerstrasse nie powstydziłyby się konkurencji z niektórymi kamienicami w samym Breslau. Oczyścicie skala była dużo mniejsza niż w ówczesnym Wrocławiu, ale świadczyła o poziomie życia Ohlauerów. Ówczesna Oława była również ośrodkiem centralnym dla pobliskich wiosek. To tutaj zjeżdżali okoliczni mieszkańcy, by załatwić swoje sprawy w urzędach i dokonać zakupów w licznych sklepach. Jeden z byłych mieszkańców Ohlau wspominał sklep mieszczący się na Brieger Straße ul. Brzeska – przyp.aut.), w którym można było zakupić cygara, tytoń i papierosy. Potem, gdy jak inni Niemcy musiał opuścić to miasto, zawsze kojarzyło mu się ono z zapachem cygar w sklepie przy Brieger Straße. Zapamiętał również, że na ulicy Brzeskiej znajdowała się Löwen Aphoteke. Budynkiem, który kojarzył każdy Ohlauer była poczta przy Grottkeuerstrasse (ul. 1 Maja). Budynek poczty nie raz pojawia się też we wspomnieniach innych byłych mieszkańców Oławy. Ma charakterystyczną bryłę, a czerwony kolor cegły podkreśla jeszcze jego unikatowość. Z budynkiem poczty wiąże się też pewne wydarzenie -  urzędnicy, jako jedni z nielicznych pozostali na swoich stanowiskach, gdy do Oławy wjechały sowieckie czołgi i wdarła się armia czerwona.  
Każdy Ohlauer wiedział, gdzie jest „Hotel zum Löwen “. Mieścił się w samym rynku. Jeśli ktoś przyjeżdżał w interesach do tego miasta, tam właśnie się zatrzymywał. Hotel nie należał wprawdzie do tanich, ale standard był całkiem niezły. Posiadał restaurację, w której zawsze można było coś zjeść. Chociaż w czasie wojny w Oławie miejsc, gdzie można było dobrze zjeść i zabawić się, nie brakowało. Podczas, gdy bracia, mężowie i ojcowie Oławian niszczyli Polskę i pół Europy, im żyło się dobrze. Mieli się o wiele lepiej niż ich rodacy z Zagłębia Ruhry czy Hamburga, gdzie lotnictwo bombowe równało z ziemią fabryki i domostwa ich rodaków. W niemieckiej Ohlau praktycznie do 1945 roku większego zagrożenia bombardowaniami nie było. Dopiero druga połowa 1944 roku, a w zasadzie początek 1945 roku, zmienił sytuację na niekorzyść Oławian. Do tego czasu mogli spać spokojnie, albo chociaż o wiele spokojniej niż mieszkańcy Niemiec zachodnich. Brytyjskie i amerykańskie lotnictwo nie miało fizycznych możliwości zbombardowania na masową skalę Oławy. Rosjanie mieli zbyt słabo rozwiniętą flotę bombowców, aby realnie zagrozić miastu. Co prawda pod koniec wojny lotnictwo sowieckie wykonało naloty na Oławę - ich celem była fabryka. Na ten temat krąży nie do końca zrewidowana legenda o tym, jakoby oławskie zakłady padły przypadkowo ofiarą bombardowania. Prawdziwym celem sowieckich lotników miały być ponoć zakłady Kruppa w Jelczu. Nie ulega jednak wątpliwości, że samo miasto niemalże przez całą wojnę, wyłączając ostatnią jej fazę - miało się całkiem dobrze. Wojenna Oława była zwrócona w kierunku Odry. Wprawdzie w czasie trwania wojny ruch statków wożących węgiel i inne towary ze Śląska do Rzeszy wyraźnie zmalał, ale całkowicie nie zamarł. Ilość statków płynących po Odrze drastycznie się zmniejszyła - głównie dlatego, że ich załogi były powoływane do służby wojskowej. Nie tylko w oławskich knajpach można było zastać marynarzy pijących piwo i spożywających posiłki. Także podoławskie miejscowości żyły z rzeki i pracujących tam ludzi. Na przykład w niewielkim Łęgu (wówczas Lange) były aż dwie wiejskie knajpy, które żyły przede wszystkim z marynarzy żeglugi śródlądowej. Jednak główną siłą Ohlau w czasie wojny był przemysł. Kiedyś wpadła mi w ręce fotografia przedstawiająca Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego przy ul. Sikorskiego - przed wojną A.Wollny/Breslau 16 Wilhemlsruher Str. 1-5, Fabrik in Ohlau. Ten i inne zakłady stanowiły o rosnącej sile ekonomicznej i znaczeniu Oławy dla przemysłu zbrojnego III Rzeszy. W połączeniu z Krupp-Bertha Werke w Jelczu znaczenie tego obszaru dla potencjału obronnego Niemiec nie było takie małe. Wojna sprawiła, że było ogromne zapotrzebowanie na siłę roboczą. W tamtym okresie praktycznie wszyscy Oławianie, którzy tylko chcieli, mieli pracę. Dlatego we wspomnieniach byłych mieszkańców okres panowania Hitlera, a nawet te początkowe lata wojny, jest porównywany z zacofaniem na tle innych regionów Niemiec w czasie panowania Prus, a także z dużym bezrobociem w czasie Republiki Weimarskiej.
W Oławie do 1945 roku zachowało się bardzo wiele budynków z wieku XIX i wcześniejszych. Podczas gdy w innych miastach Niemiec, zwłaszcza tych na zachodzie i północny Niemiec, budowało się wiele nowych. Tamtejsze miasta mocno się przeobrażały.  W innych częściach Niemiec było więcej pieniędzy, a ludzie byli zamożniejsi. Jak mówią: „najlepszym konserwatorem zabytków jest bieda”. Oława nie zaliczała się do zamożnych miejscowości ani w czasie Cesarstwa Pruskiego, ani w okresie Republiki Weimarskiej. Dlatego brak pieniędzy prowadził do dbania o tę infrastrukturę, którą dysponowano. Nie budowano w tym czasie w Oławie tak wiele jak w miastach gdzieś pod Hamburgiem, Kolonią czy Monachium.
Mieszkańcy Ohlau na początku wojny byli mocno wpatrzeni w Adolfa Hitlera. Z przekazów pierwszych polskich osadników można było się dowiedzieć, że nierzadko w mieszkaniach opuszczonych przez Niemców albo wisiał portret wodza III Rzeszy, albo na ścianie było puste miejsce po nim. Święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia mieszkańcy Oławy przez całą wojnę obchodzili przy suto zastawionych stołach. Mieli mięso, czekoladę, a nawet cytrusy. W tym samym czasie Polacy, Żydzi i podbite przez ojców, mężów i braci mieszkańców Ohlau narody cierpiały głód. Ohlauerzy czuli się bardziej bezpieczni niż Berlińczycy i ich rodacy z Hamburga. Oni byli „panami” sytuacji. Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że nawet święta Bożego Narodzenia w 1944 roku były spędzane przez wielu mieszkańców Oławy przy zastawionych stołach. Jednak powoli, potem coraz szybciej, nieuchronnie zbliżał się „zmierz bogów z Ohlau”. W tym czasie armia czerwona stała na prawym brzegu Wisły. Wprawdzie w mieście coraz częściej pojawiały się niepokojące pogłoski, że Rosjanie wnet ruszą – mimo to wielu Oławian wciąż wierzyło w geniusz Hitlera. Niektórzy z nich przekonywali nawet, że sowieci wprawdzie doszli daleko, lecz wyczerpali swoje siły, a niepokonany Wehrmacht nie wpuści ich na terytorium Rzeszy! Wielu Ohlauerów jeszcze późną jesienią 1944 roku wierzyło, że Adolf Hitler nie dopuści do tego, by Rosjanie weszli na Dolny Śląsk. Ta głęboka wiara w nazistów okazała się płonna. Po mieście krążyły plotki o tajemniczej „Wunderwaffe”, ale te również okazały się mrzonką. Los „bogów z Ohlau” został przesądzony na długo jeszcze zanim pierwszy sowiecki czołg dotarł w pobliże miasta. Dla obrony Wrocławia komendant Festung Breslau postanowił rzucić wrogowi na pożarcie: Oławę, Strzelin, Brzeg, Namysłów, Oleśnicę i inne okoliczne miejscowości. W planach niemieckiej obrony Oława wraz z innymi miejscowościami miała zostać poświęcona w imię wydłużenia walki o Breslau. Sztabowcy już jesienią 1944 roku doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że ofiara złożona z Ohlau jest nieuchronna. W sytuacji, w jakiej znalazły się wówczas Niemcy, nie było żadnych szans na obronę Oławy przed nacierającą armią sowiecką. Po wojnie mnożyły się pogłoski o małej Festung Ohlau. Te nie znajdują pokrycia ani dokumentach, ani w ówczesnej rzeczywistości. Oława miała w zasadzie tylko jedno zadanie do wypełnienia - za cenę zniszczenia substancji mieszkaniowej, krwi ludności i ofiarę obrońców spowolnić uderzenie sowietów na Breslau. Zadaniem miasta było zaabsorbowanie tylu sił i środków atakujących sowietów, ile tylko się da. Przeciwnik miał tu wytracić materiały wojenne i ludzi. Po to, by już znacznie osłabionym, dotrzeć do Breslau. Komendant Festung Breslau, układając taki plan, doskonale zdawał sobie sprawę, jaki los gotuje mieszkańcom tego dolnośląskiego miasta. Początek 1945 roku był zwiastunem „zmierzchu bogów z Ohlau”. Ich los przypieczętował Karl Hanke, odmawiając prośbie komendanta Festung Breslau generała Krauzego, który jeszcze jesienią 1944 roku zalecał, by zezwolono części ludności Oławy i Wrocławia na ewakuację. Hitlerowski aparatczyk stanowczo odmówił. Tłumaczył się tym, że Hitler każe go rozstrzelać, jeśli w takiej sytuacji – a wtedy front stał w miejscu pod Warszawą – zwróci się o pozwolenie na opróżnienie Oławy i Wrocławia. Hanke twierdził, że Hitler uzna taki krok za tchórzostwo i defetyzm. Był zagorzałym faszystą i karierowiczem, troszczył się wyłącznie o własną skórę i karierę, a nie o ludność cywilną.
1945 rok rozpoczął się katastrofalnie dla miasta. Kiedy 12 stycznia tego roku, po wielu miesiącach przygotowań, rozpoczęła się wielka sowiecka ofensywa, zapanował ogromny chaos. Nic nie pozostało z tej mitycznej „niemieckiej dobrej organizacji”. Przewaga militarna Rosjan była miażdżąca. Sowiecka armia szybko posuwała się na zachód, czasami dziennie pokonując kilkadziesiąt kilometrów. Niemieckie dowództwo nieudolnie próbowało opóźniać błyskawiczne postępy Rosjan. Efekt tych zabiegów był bardzo mizerny. Spora przewaga Rosjan i nieudolne dowodzenie niemieckimi jednostkami przesądziło o losie Oławy i jej mieszkańców. Dla Ohlauerów 1945 rok przyniósł nieznane im doświadczenie. Skutki rozpętanej w ich imieniu wojny przestały dotyczyć jedynie podbitych przez Niemów narodów Europy. Wojna swoimi konsekwencjami objęła także niemiecką ludność cywilną w mieście położonym około 20 kilometrów od Wrocławia. Pod koniec grudnia 1944 r. zatwierdzono plany ewakuacji mieszkańców Dolnego Śląska. Dopiero 20 stycznia 1945 r. rozpoczął się exodus pierwszych gmin wschodniej części powiatu oławskiego. Było o wiele za późno, by uniknąć niepotrzebnych ofiar. Kolumny uciekinierów z Biskupic Oławskich, Celiny, Jelcza i Laskowic opuściły swoje wsie. W niedzielę 21 stycznia dołączyli do nich mieszkańcy Bystrzycy. Ludność miasta Oława została ewakuowana w okresie od 21 do 23 stycznia. Większość została przetransportowana koleją poprzez Domaniów do Boreczka, a dalej wozami konnymi do Wałbrzycha. Znaczna część ludności odbyła drogę ewakuacji pieszo. 22 stycznia do Wałbrzycha przeniesiono oławski szpital. 23 stycznia Oława znalazła się już pod ostrzałem sowieckiej artylerii. Tego dnia około godz. 17.00 dworzec kolejowy w Oławie opuścił ostatni pociąg z uciekającymi „bogami z Ohlau”. Również 23 stycznia Oławę opuściły policja i straż pożarna. Ostatnią ewakuowaną placówką był główny punkt opatrunkowy, zorganizowany w szkole rolniczej przy ul. Lipowej.
Podczas ewakuacji ludzie i zwierzęta w kolumnie uciekinierów zmagali się ze śniegiem i zimnem. W czasie ucieczki, na wozach zamarzali starsi ludzie i małe dzieci. Zmarłych pozostawiano na obrzeżach dróg, wprost na śniegu. Nikt się o nich zbytnio nie troszczył. Powiat oławski opustoszał. W Oławie pozostało zaledwie ok. 100 ukrywających się cywilów. Tego wszystkiego z łatwością można było uniknąć. Niemcy mieli sporo czasu, by szybciej opuścić miasto i cały powiat, lecz z przyczyn czysto politycznych tak się nie stało. Niemcy Niemcom zgotowali ten los. Zbyt późno zezwalając na ewakuację, niemieckie władze własnych rodaków wysłały wprost na mróz i pod gąsienice mknących na Breslau sowieckich czołgów. Polityka zwyciężyła nad zdrowym rozsądkiem, a ogromną cenę za fanatyzm zapłaciła ludność cywilna. Na rozkaz komendanta „Festung Breslau”, 19 stycznia stworzono w Laskowicach oddział bojowy pod dowództwem por. Raupacha. Niemieckie siły pomiędzy Wrocławiem a Brzegiem podlegały bezpośrednio komendantowi „Festung Breslau” i dowództwu Grupy Korpusu Armii „Jeckeln”. Dowodzenie obroną powiatu oławskiego i garnizonu Oława 22 stycznia 1945 roku powierzono podpułkownikowi Kurtowi Nolte. To on został komendantem garnizonu Oława i przejął dowodzenie obroną odcinka. Jemu zostały podporządkowane wszystkie oddziały na odcinku oławskim. Nolte ulokował swoją kwaterę w domu parafialnym - budynek parafii przy Placu Maksymiliana Marii Kolbego. Stamtąd dowodził aż do chwili opuszczenia Oławy tj. 28 stycznia 1945 roku. Jak pisze P. Pawłowicz, już 22 stycznia radziecka 31 Dywizja Piechoty dotarła w rejon Laskowic. Tego dnia wieczorem Komendant „Festung Breslau” gen. mjr Krause wydał rozkaz wycofania się jednostki por. Raupacha w kierunku Oławy. W nocy z 22 na 23 stycznia w rejonie Jelcza wycofujące się wojska niemieckie przekroczyły Odrę. Pierwszą większą potyczkę pomiędzy Niemcami a armią czerwoną na terenie powiatu stoczono w okolicach Starego Górnika. Tego samego dnia, bez walki, zajęto Jelcz. W ten sposób przejęto niemalże nietkniętą nowoczesną fabrykę zbrojeniową Krupp-Bertha Wehrke. Niewątpliwie była to cenna zdobycz, która trafiła w ręce sowietów. Do 1947 roku to właśnie Rosjanie tam rządzili. Co najciekawsze, nie wykonano rozkazu komendanta twierdzy i nie wysadzono zakładów Kruppa w Jelczu. Oficjalne tłumaczenie niewykonania rozkazu, to brak możliwości dotarcia do Jelcza. To wyjaśnienie wydaje się być mocno naciągane. Tym bardziej że instrukcja, jak należy postąpić z zakładami Krupp-Bertha Wehrke, istniała na długo przed sowiecką ofensywą. Niemcy mieli zatem wystarczająco dużo czasu, by zrealizować rozkaz. Jednak z jakiś przyczyn tego nie zrobili. W ten sposób obiekty i wyposażenie dostały się w ręce Rosjan. Mróz w tamtych czasie w Oławie i okolicach sięgał do minus 20 stopni. Pomagał atakującym Rosjanom w pokonywaniu Odry. Rosyjskie grupy szturmowe przechodziły rzekę po lodzie i tworzyły przyczółki.
Zbyt wcześnie, bo już 23 stycznia 1945 roku, ppłk Nolte wydał rozkaz wysadzenia mostu na rzece Odra w Oławie. To był poważny błąd. Stalowy most wysadzono, potężna eksplozja rozerwała jego konstrukcję. Skutkiem niezbyt udanej eksplozji było spiętrzenie się wody. Przejście przez most stało się niemożliwe. Ten fatalny rozkaz okazał się brzemienny w skutkach dla niemieckich obrońców. Most w Oławie wysadzono jeszcze przed zakończeniem wycofywania własnych oddziałów. Przez błąd dowódcy odcinka żołnierze niemieccy znaleźli się w pułapce.  Dopiero w nocy z 24 na 25 stycznia w pobliżu Zwierzyńca saperzy wybudowali na skutej lodem Odrze trzy tymczasowe przejścia. Tylko dzięki nim wycofujące się oddziały Wehrmachtu zdołały przedostać się na lewy brzeg. Jak pisze P. Pawłowicz, już 25 stycznia tuż obok wysadzonego mostu w Oławie, doszło do wymiany ognia między niemieckimi i sowieckimi snajperami.
O świcie 24 stycznia radziecka 13 Dywizja Piechoty Gwardii przekroczyła Odrę na południowy wschód od przystani promowej w Lipkach. Komendant obrony Oławy ppłk Nolte szybko stanął przed trudnym wyborem: walczyć do końca - co oznaczało śmierć lub pobyt w sowieckiej niewoli, czy wycofać siły i nie bronić Oławy - co również groziło sądem polowym i karą śmierci. Nolte musiał się długo zastanawiać, co począć w tej sytuacji.
Po południu 27 stycznia sowieckie czołgi T-34 dojechały aż do przejazdu kolejowego przy ulicy Opolskiej w Oławie. Pobyt zwiadu pancernego w tym rejonie nie trwał długo. T-34 bez żadnych strat wycofały się z miasta.
Atak od strony południowej rozpoczął się 28 stycznia. Nolte postanowił nie bronić Oławy i wydał rozkaz opuszczenia miasta. Atakujących Rosjan, wspieranych przez czołgi T-34, zatrzymano na ul. Zwierzynieckiej.
Po godz. 16.00 z kierunku południowego pojawiły się dwa T-34 na dworcu towarowym. Sowieckie czołgi wraz z osłoną piechoty około godz. 17.00 dotarły do koszar przy ulicy 3 Maja. Kompania por. Raupacha nie dała rady atakującym sowieckim oddziałom piechoty wdzierającym się do parku miejskiego poprzez linię kolejową. Niemcy wycofali się. Wraz z kompanią por. Raupacha opuścił miasto również oddział saperów, który miał rozkaz wysadzić mosty na rzece Oławie.  Rozkazu jednak nie wykonano. Co dziwne, nie zlikwidowano przepraw, mimo że obydwie były przygotowane do wysadzenia. Powodem mógł być chaos, jaki zapanował wśród niemieckich obrońców. Opuszczaniu miasta towarzyszył ogromy pośpiech. Jednostki niemieckie wycofywały się do centrum miasta, pospiesznie realizowano ewakuację sztabu. Około godz. 18.30 jeden z sowieckich czołgów jadących ulicą 3 Maja, wjechał aż do rynku. Sowiecki czołg zaczął ostrzeliwać pobliskie kamienice. Sztab wciąż znajdował się w budynku parafii przy dzisiejszym Placu Maksymiliana Marii Kolbego. Ostrzelany z pancerfaustów samotny sowiecki czołg, nie odniósłszy żadnych szkód, wycofał się. Najwyraźniej wystraszony tą akcją sowieckich czołgistów dowódca obrony, rozkazał kompanii sztabowej, a także wszystkim pozostającym w mieście oddziałom, natychmiastową ewakuację do Wierzbna.
Odwrót niemieckich wojsk rozpoczął się około godz. 20.30. Kompania Wildego była ostatnią niemiecką jednostką, która opuszczała Ohlau. Dla Rosjan zajęcie miasta nie przedstawiało specjalnie dużego znaczenia. Ważniejsze było okrążenie Wrocławia. Komisarz Obrony Rzeszy we Wrocławiu oskarżył kilku dowódców, w tym podpułkownika Noltego, o to, że nie podjęli próby oporu i oddali Oławę bez walki. Na początku lutego 1945 r. sędzia Sądu Najwyższego we Wrocławiu przeprowadził postępowanie w sprawie poddania Oławy, które wykazało bezzasadność stawianych zarzutów. Sąd uznał, że w zaistniałej sytuacji decyzja o wycofaniu się z miasta była uzasadniona. Oskarżonych uniewinniono.
W trakcie krótkich walk o miasto spalono wiele domów, zniszczono most na Odrze, zamek Piastów, a także kamienice w rynku. Niektóre zabytki, kościoły i Ratusz w Oławie pozostały jednak nienaruszone.
W Poniedziałek Wielkanocny, po raz pierwszy od zajęcia Oławy, zabrzmiały dzwony kościoła. To bicie kościelnych dzwonów wiosną 1945 roku w opustoszałej i zniszczonej Oławie obwieściło początek zupełnie nowego rozdziału w dziejach tego dolnośląskiego miasta. Jednocześnie była to symboliczna oznaka końca pewnej epoki. Nadszedł zmierzch „bogów z Ohlau”.


BIBLIOGRAFIA
1. Oława, https://pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%82awa#Historia (dostęp: 2.03.2016).
2. P. Pawłowicz, Lew nad Oławą – 2 września 1939, gazeta-olawa.pl, 6.09.2010, http://www.gazeta-olawa.pl/historia/3501-lew-nad-olawa­-2-wrzesnia-1939/ (dostęp: 13.12.2017).
3. P. Pawłowicz, Walki na terenie powiatu oławskiego w 1945 roku, http://www.grh-oka.pl/bitwa_pod_olawa.html(dostęp: 13.12.2017)
4. K. Tokarz, Renn Breslau miasto złota i miłości”, Poligraf 2017
5. Na podstawie fotografii, http://fotopolska.eu/321415,foto.html (dostęp:12.12.2017)

reklama
reklama

Drogi Czytelniku/Czytelniczko Komentator Europa-Niemcy-Polska nie gromadzi, ani nie przetwarza w celach marketingowych, ani innych Państwa danych. Strona zamieszcza reklamy zewnętrznych partnerów, a na ich politykę nie mamy żadnego wpływu. Zamieszczane są również linki zewnętrze, na które nie mamy wpływu. Swoją decyzję zawsze mozesz zmienić. Wystarczy namieść odpowiednie zmiany w ustawieniach. Tu o naszej polityce prywatności. Jeśli się z tym nie zgadzasz  napisz bezpośrednio do naszych partnerów, lub zrezygnuj z korzystania ze strony. Jeśli się zgadzasz, pozostań naszym Czytelnikiem.