POLITYKA   Komentator. Europa-Niemcy-Polska  

Niemcy nie palą się do przyjęcia Ukrainy do UE


Pytania Komentatora do posła Parlamentu Europejskiego Pawła Zalewskiego / PO/

/06.02.2013/ Panie Pośle, czy Unia Europejska tak naprawdę chcę przyjąć Ukrainę? Czy może tylko zwodzi to państwo?


Na dzień dzisiejszy rozmowa o przyjęciu jakiegokolwiek państwa do Unii jest bezprzedmiotowa. Mamy tymczasem zbyt wiele problemów, żeby poważnie myśleć o akcesji kolejnych państw do UE. Jeśli pyta Pan konkretnie o wizje wzajemnych relacji Unia – Ukraina to sprawę komplikują najbardziej nasi partnerzy znad Dniepru. Zanim wybuchł skandal z osadzeniem Pana Jurija Łycenko, byłego szefa MSWiA uznawanego za najpotężniejszego oponenta prezydenta Janukowycza, a następnie samej premier Julii Tymoszenko, która z Janukowyczem walczyła o prezydenturę, sprawa rokowała dobrze. Kończyliśmy negocjacje umowy stowarzyszeniowej między Unią a Ukrainą. Jej przyjęcie dawało nadzieję, że państwo przeprowadzi reformy i postanowi skończyć z tolerancją dla patologii korupcji, nadużyć władzy itp.


Jakie przeszkody powinna usunąć sama Ukraina na drodze do integracji z Zachodem? Czy mityczna już sprawa Juli Tymoszenko jest jedyną barierą?


Zacznijmy od tego, że Ukraina musi rozumieć na czym polega członkowstwo w Unii Europejskiej. Na razie zbyt wiele rzeczy w tym kraju kłóci się z europejskimi wartościami i standardami. Nie chodzi tylko o powszechnie znane selektywne stosowanie prawa. Nawet nie o to, że wybory były w niedopuszczalnym stopniu fałszowane. Warunkiem kluczowym są reformy – wola reform, które miałyby doprowadzić do realnego przyjęcia standardów europejskich na Ukrainie. Ich konsekwencją jest kwestia wartości, na których opiera się naród ukraiński. Chodzi o tożsamość i rozliczenie się z historią. Pomysły, aby Stepana Banderę, odpowiedzialnego za rzeź Wołyńską i próby faszyzacji Ukrainy, uczynić bohaterem mogą być w brzemienne w skutki.


Polska niejako sama ogłosiła się rzecznikiem Ukrainy na Zachodzie. Co jest w stanie zrobić dla Kijowa a czego nie, aby mu pomóc w drodze na Zachód?


W interesie UE jest zrozumienie, że Ukraina jest kluczem do Wschodu. Jest olbrzymim krajem, jeśli wejdzie do Unii - największym terytorialnie, z potencjalnie bardzo mobilnym społeczeństwem - ludźmi energicznymi i przedsiębiorczymi, którzy powinni mieć możliwość rozwoju. Ukraińcy dysponują świetnym potencjałem rolniczym, surowcowym, potencjalnie rozwojową gospodarką. Na dziś jest krajem o potencjale największym. Jeśli przejdą test demokratyzacji, wprowadzą standardy, rządy państwa prawa i zapewnią wolności swoim obywatelom będą żywym dowodem na to, że zmiana jest możliwa. Jeśli to się uda na Ukrainie, będziemy mieli dowód, że może się udać także w Rosji.  Problemem jest wykreowanie przez UE sytuacji do wykorzystania tego potencjału. Na dziś niestety Ukraina sama w dużej mierze go marnuje.














Niemcy nie palą się do przyjęcia Ukrainy do UE. Jak Pan myśli dlaczego? I czy Warszawa próbuje nakłonić Berlin do zmiany tego nieprzyjaznego Ukraińcom stanowiska?


Niemcy obawiają się kolejnych krajów w Unii, bo już z obecnymi mamy większe problemy niż można było się spodziewać. Dziś tak naprawdę waży się przyszłość. Kluczowe będą zmiany w strefie Euro i to ona będzie w przyszłości wyznaczać, które państwa będą należeć do grupy krajów pierwszej prędkości, a które zostaną w tyle. Relacje ukraińsko – niemieckie na dzień dzisiejszy tylko pozornie są chłodne. Pohukiwania polityków nie zmienią tego, że biznes niemiecki zapewnił sobie pozycję pozwalającą na robienie interesów. Nie mają specjalnej motywacji w bliższych relacjach, bo per saldo mają więcej do stracenia, a mniej do zyskania. Fakt, że Julia Tymoszenko ma bliskie związki z EPP powoduje, że jej środowisko próbuje wykorzystać wsparcie polityków niemieckich do walki z prezydentem Janukowyczem. Uważam to za bardzo niewłaściwe i niejednokrotnie spierałem się z najpoważniejszymi niemiecki członkami PE. Sprawa jest delikatna, ale Polska ma możliwości wpływu na osąd sytuacji na Wschodzie, nie tylko dzięki bardzo dobrej współpracy szefa polskiej dyplomacji Radka Sikorskiego z niemieckim ministrem spraw zagranicznych Guido Westerwelle. Dzięki współpracy wszystkich polskich deputowanych w PE w pierwszej połowie kadencji, kiedy przewodniczącym parlamentu był Jerzy Buzek, niedemokratyczne tendencje nad Dnieprem nie spowodowały, że Ukraina została de facto skreślona z listy partnerów Unii. W obecnej sytuacji geopolitycznej trzeba odbierać to za sukces. Nie jestem pewny jednak, czy wkrótce strona ukraińska nie doprowadzi do sytuacji, w której do realnej nadziei na podpisanie umowy stowarzyszeniowej nie będzie szansy powrotu przynajmniej przez dekadę. Najbliższe miesiące będą kluczowe, a strategiczna będzie też ocena Polski. Na dziś ciężko jednak o inny niż urzędowy optymizm.



070113 Katowice Image Banner 728 x 90
www.1and1.pl
reklama
reklama
reklama
reklama
oponytanio.pl
Crocs PL - 300x250
logo