Komentator Inne

www.komentatoreuropa.pl

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności .
„Zbrodnia bez kary”. Gorzka prawda o „drugiej niemieckiej winie”
/30.08.2019/ Zbrodnie dokonane w czasie wojny przez Niemców pozostaną na zawsze haniebnym, czarnym rozdziałem w historii tego kraju. Haniebne jest też to, że sprawcy z reguły nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności.
Zarówno w powojennej RFN jak i w NRD nazistowscy zbrodniarze wrócili na swoje miejsca pracy; wielu robiło kariery w administracji, wymiarze sprawiedliwości, gospodarce, nauce, a nawet polityce. Podejmowane próby rozliczeń napotykały na mur milczenia i środowiskową solidarność „brunatnych sieci”. Osoby, które angażowały się na rzecz ich demaskowania spotykały się często z wrogością i ostracyzmem. „Niemieckie społeczeństwo potrzebowało długiego czasu, by zrozumieć, że naziści byli zbrodniarzami” – wyjaśnia w jednym z artykułów naszego cyklu „Zbrodnia bez kary” Reinhard Strecker, pionier rozliczeń z nazistami w zachodnioniemieckim wymiarze sprawiedliwości. Ten proces otwierania się na historyczną prawdę miał kilka symbolicznych kamieni milowych. Od schwytania i procesu Eichmanna w Jerozolimie, przez procesy oświęcimskie (1963-65), gniewne protesty młodzieży w 1968 roku aż po emisję amerykańskiego serialu „Holokaust” w 1979 roku. Ostatnim takim kamieniem milowym był rok 2016 i zmiana dotychczasowego paradygmatu w niemieckim orzecznictwie. Dopiero wtedy wyrok Trybunału Federalnego otworzył możliwość sądzenia zbrodniarzy za współudział w morderstwie bez potrzeby udowadniania im indywidualnej winy.
reklama









To, że stało się to dopiero 71 lat po zakończeniu najokrutniejszej w dziejach wojny, jest również hańbą dla powojennej, demokratycznej Republiki Federalnej Niemiec. Pisarz Ralph Giordano nazwał ją „drugą niemiecką winą”. Uczciwe rozprawienie się z tą podwójną winą jest jedyną drogą do wyciągnięcia właściwych wniosków z historii. Nigdy już nie wolno pozwolić na to, by nacjonalizm, szowinizm, pogarda dla inaczej myślących, rasizm i kłamstwo zatruły serca i umysły ludzi. Nigdy i nigdzie.
W cyklu ponad 20 artykułów, napisanych wspólnie przez dziennikarzy Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski po intensywnych poszukiwaniach w archiwach, analizach pamiętników i spotkaniach z krewnymi sprawców, chcemy pokazać jak obchodzą się oni z hipoteką zbrodni i winy. Nie zapominamy przy tym o ofiarach, którym należy się najwyższy szacunek.
Historie, które przerażają, ale i wzruszają
Wśród opisanych przez dziennikarzy Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski historii są takie, które przerażają, ale i takie, które wzruszają. Takie jak historia późniejszego arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego i jego oprawcy w obozie w Dachau, doktora Heinricha Schuetza (po wojnie szanowanego internisty), prowadzącego na nim pseudomedyczne eksperymenty. Na procesie w 1975 roku biskup Majdański publicznie mu przebaczył i podał rękę. Jak wspominał, Schuetz długo nie chciał puścić jego ręki, mówiąc „Musiałem. Ale robiłem mniej niż musiałem”. „Czy zbrodniarz nie należy do najbiedniejszych istot, jakie nosi ta ziemia?” – skomentował we wspomnieniach duchowny.
Kazimierz Majdański był też jednym z tych biskupów, którzy podpisali się pod słynnym zdaniem z orędzia polskich biskupów „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.
Jest wśród opisanych przez nas przypadków także historia Wernera Ventzkiego, nazistowskiego nadburmistrza Łodzi (w tym czasie przemianowanej na Litzmannstadt). To jemu podlegało łódzkie getto. Po wojnie był wysokim urzędnikiem ministerialnym w Bonn. Do śmierci pozostał nazistą.
Udało nam się dotrzeć do jego syna Jensa-Juergena i jednego z ocalałych z getta, Natana Grossmanna. Jego matka umarła z głodu oddając swoje racje żywnościowe synowi. „Gdybym wtedy mógł, zastrzeliłbym go. Jego ojca też. Tak wielka była nienawiść” – mówił nam po latach Natan Grossmann. Z Jensem-Juergenem Ventzkim łączy go od lat przyjaźń, być może dlatego, że syn byłego nadburmistrza Litzmannstadt nie kryje odrazy do czynów swojego ojca i publicznie daje temu wyraz. W obecności naszych reporterów ponownie podali sobie ręce. 
Być może to ostatni moment, kiedy możliwa jest jeszcze taka konfrontacja ofiary z rodziną sprawcy. Świadkowie tamtych czasów odchodzą. Dlatego cykl #ZbrodniaBezKary to być może ostatnia szansa na takie bezpośrednie dotarcie do otoczenia sprawców i ich ofiar. Chcemy ich historie pokazać rzetelnie i uczciwie. Tylko tak można bowiem udowodnić, że Niemcy są dziś zupełnie innym krajem.



reklama
reklama

Drogi Czytelniku/Czytelniczko Komentator Europa-Niemcy-Polska nie gromadzi, ani nie przetwarza w celach marketingowych, ani innych Państwa danych. Strona zamieszcza reklamy zewnętrznych partnerów, a na ich politykę nie mamy żadnego wpływu. Zamieszczane są również linki zewnętrze, na które nie mamy wpływu. Swoją decyzję zawsze mozesz zmienić. Wystarczy namieść odpowiednie zmiany w ustawieniach. Tu o naszej polityce prywatności. Jeśli się z tym nie zgadzasz  napisz bezpośrednio do naszych partnerów, lub zrezygnuj z korzystania ze strony. Jeśli się zgadzasz, pozostań naszym Czytelnikiem.