Komentator Inne

www.komentatoreuropa.pl

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności .
Niemcy adoptują polskie psy i koty. Niechciane zwierzaki znajdują nowy dom
/01.07.2019/Dzieli je wszystko, oprócz jednego: miłości do zwierząt i 230 zamkniętych adopcji polskich psów i kotów w RFN. A dopiero się rozkręcamy, ostrzegają dziewczyny z akcji „Polnische Hunde und Katzen”. I liczą na wsparcie.
Wszystko zaczęło się od Pauliny Hańskiej. Był 2017 rok, gdy wpadła na pomysł zbierania w Niemczech darów dla polskich schronisk dla zwierząt. Przypadkiem trafiła na ogłoszenie niemieckiej rodziny, która szukała psa. Nie zależało im na rasie. Chcieli po prostu mieć psa. Dziewczyna postanowiła pomóc. Znalazła niemieckiej rodzinie psa w warszawskim schronisku na Paluchu; zorganizowała transport, rodzina pokryła koszty.
– I takim oto sposobem spod skrzydeł Pauliny wyfrunął pierwszy „adopciak”, który zamienił boks na kanapę – opowiada podeksyctowana Kamila Florek, która do inicjatywy dołączyła nieco później.
 Już przy pierwszej, dość przypadkowej adopcji pojawiła się myśl, że przecież tych zwierząt można uratować więcej. Paulina zaczęła pracować nad inicjatywą, jej formą, nazwą, logo. To zapoczątkowało lawinę, akcja "Polnische Hunde und Katzen"  nabrała wiatru w żagle. Dziś grupa liczy dwanaście osób. Ale do "polnischowej rodzinki" przyjmują każdego, kto pomaga.
Inicjatywa ma na koncie niemal ćwierć tysiąca zamkniętych adopcji, nie licząc adopcji grzecznościowych, gdy z różnych powodów w Niemczech zwierzęta tracą dom. To psy, koty, a ostatnio nawet królik.
Poszukiwanie domu i machina adopcji
Na swoją stronę na Facebooku  wrzucają ogłoszenia z krótkim opisem zwierzaka, do tego kilka zdjęć. – Często wyłapujemy posty na różnych grupach i oferujemy pomoc – opowiada Kamila. – Ale częściej to dom znajduje nas. I tak rusza machina procesu adopcyjnego.
reklama









Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda na bardzo skomplikowane. – Nic z tych rzeczy! – zaprzecza Polka. – Proces adopcyjny jest prosty, choć spotykamy się z opiniami, że są to bezsensowne schody, które same tworzymy. Mało kto jednak bierze pod uwagę, że to wszystko po to, by znaleźć odpowiedzialny i kochający dom dla – głównie – bezdomnego zwierzęcia po przejściach.

Adopcja zaczyna się od sprawdzenia, czy zwierzę formalnie może zamieszkać z człowiekiem. W Niemczech reguluje to umowa najmu. Drugim krokiem jest ankieta – kilkanaście pytań, które pomagają poznać przyszłego właściciela. Jeśli ankieta wypadnie pozytywnie, wolontariuszki organizują wizytę przedadopcyjną; rozmawiają o kosztach, obowiązkach, przepisach w Niemczech i wielu innych kwestiach. – Jeśli wizytator daje zielone światło, przechodzimy do organizacji transportu – mówi Kamila. –  Rodzina oczywiście może odebrać adoptowane zwierzę osobiście, ale jeśli nie, służymy pomocą.
Transport odbywa się poprzez firmy przewozowe, posiadające doświadczenie i licencję na przewóz zwierząt, a przede wszystkim - auta przystosowane do tego typu transportu. Koszt to około 100 euro. I to, oprócz kosztów administracyjnych wydania paszportu (30 euro), jedyne koszty ponoszone przez przyszłego właściciela.



reklama
reklama

Drogi Czytelniku/Czytelniczko Komentator Europa-Niemcy-Polska nie gromadzi, ani nie przetwarza w celach marketingowych, ani innych Państwa danych. Strona zamieszcza reklamy zewnętrznych partnerów, a na ich politykę nie mamy żadnego wpływu. Zamieszczane są również linki zewnętrze, na które nie mamy wpływu. Swoją decyzję zawsze mozesz zmienić. Wystarczy namieść odpowiednie zmiany w ustawieniach. Tu o naszej polityce prywatności. Jeśli się z tym nie zgadzasz  napisz bezpośrednio do naszych partnerów, lub zrezygnuj z korzystania ze strony. Jeśli się zgadzasz, pozostań naszym Czytelnikiem.