Komentator Inne

www.komentatoreuropa.pl

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności .
Andrea Nahles – niefortunna liderka tonącej partii
/03.06.2019/ Andrea Nahles była pierwszą kobietą na czele SPD. Miała wielkie plany, ale się nie powiodły. Teraz składa broń.
SPD wie, co to są negatywne rekordy: 15,5 proc. głosów socjaldemokraci dostali w wyborach europejskich 26 maja. W równoczesnych wyborach krajowych w Bremie musieli oddać ster rządów chadekom – po 73 latach nieprzerwanych rządów. W wyborach krajowych w Bawarii ubiegłej jesieni SPD dostała niecałe 10 proc. głosów, podobnie tragicznie było w Hesji. Teraz SPD ma nowy negatywny rekord. Raptem po 20 miesiącach na czele klubu poselskiego i 13 miesiącach na stanowisku przewodniczącej partii Andrea Nahles zapowiedziała wycofanie się ze wszystkich stanowisk  i nawet oddanie mandatu poselskiego. Szybciej broń złożył tylko Martin Schulz, niefortunny "mister 100%" - po 11 miesiącach. 
Sensacja niedzielnego poranka
Waga gatunkowa tych decyzji pasuje do Andrei Nahles, bo nigdy się nie wahała, ani nie lawirowała.
– Kiedy jest wyzwanie, rzucam się na nie z otwartą przyłbicą – powiedziała przed europejskimi wyborami w wywiadzie telewizyjnym. Przede wszystkim w klubie poselskim SPD nie zjednywała sobie tym ludzi. Co prawda próbowała jeszcze uratować to stanowisko, ale wielu posłów obawia się o swoje fotele, jeżeli SPD dalej tak będzie się toczyć po równi pochyłej. Decyzja Nahles wybuchła jak bomba w niedzielę rano.
"Dyskusja w klubie poselskim i wiele sygnałów z partii pokazało mi, że nie mam już poparcia koniecznego dla sprawowania tych urzędów" – napisała w liście do partyjnych towarzyszy.
Teraz Andrea Nahles stoi na politycznych zgliszczach. A przecież startowała z wielkimi nadziejami po wyborach powszechnych 2017, w których SPD, zdobywając 20,5 proc. głosów, osiągnęła wynik najgorszy w swojej powojennej historii. Nahles chciała podnieść partię ze zgliszczy, nazywano ją „kobietą z ruin”, tak jak kobiety które odgruzowywały Niemcy po wojnie.
Nahles była pierwszą kobietą w historii socjaldemokracji, której udało się stanąć na czele partii. 27 września 2017 wybrano ją na szefową klubu poselskiego w Bundestagu, pół roku później, 22 kwietnia 2018 na przewodniczącą partii. W tym samym roku udało jej się przekonać SPD do wejścia w ponowną koalicję z chadekami. Nie było to łatwe, bo przed wyborami socjaldemokraci zarzekali się, że już nigdy więcej nie chcą rządzić z CDU i CSU.
reklama











 opozycji do wielkiej koalicji
– SPD wysłano na ławki opozycji – tak mówiła Nahles w grudniu 2017 po wyborach powszechnych. Jako przywódczyni opozycji w Bundestagu chciała stawiać czoła partiom chadeckim. – Od jutro zaczniecie dostawać w pysk – butnie rzuciła pod adresem chadeków, głośno się śmiejąc. Co prawda przeprosiła potem za tę impertynencję, ale to była cała ona: impulsywna, głośna, silna, i czasami trochę żenująca.
Jako szefowa resortu pracy w rządzie Merkel od roku 2013 mogła pochwalić się sukcesami. Przejawiając wiele pragmatyzmu i wytrwałości w dochodzeniu do kompromisów, przeforsowała między innymi wprowadzenie płacy minimalnej. W roku 2014, kiedy dyskutowano o obniżeniu wieku emerytalnego do 63 lat ,wymsknęło jej się zdanie: – Do cholery, przecież my to robimy dla ludzi!
Czy politykom najwyższego szczebla wolno tak się wyrażać? Nie wszystkim się to podobało. Towarzysze partyjni często zgrzytali zębami przysłuchując się swojej przewodniczącej – jak przyznał niedawno bawarski poseł Florian Post, „ale nigdy nie musieliśmy się za nią wstydzić”.
Jej ton i zachowanie nie bardzo podobało się też zwykłym ludziom.
– Nahles nigdy jeszcze nie darzyłem sympatią – powiedział jeden z uczestników wiecu wyborczego SPD w Bremie, kiedy niezbyt fortunnie zaczęła ona swoje wystąpienie słowami: Nie mogę powiedzieć, żebym kochała Bremę. Nawet tłumaczenie, że kocha swój region Eifel nie potrafiło załagodzić irytacji. W Eifel, gdzie Andrea Nahles się urodziła i wychowała, ludzie są właśnie tacy: szorstcy, ale serdeczni i nie owijają bawełnę.
Niepokój we wsi
Kiedy w 1980 r. zdała maturę, powiedziała, że chce zostać kanclerzem Niemiec albo kurą domową. Tzn. albo zrobi karierę polityczną albo zostanie w rodzinnej wsi Weiler, gdzie od 1970 r. mieszka w gospodarstwie swoich pradziadków.
Przebywa tam tak często jak to tylko możliwe, już nawet ze względu na swoją córkę Ellę. To owoc związku z historykiem sztuki Marcusem Fringsem, z którym rozwiodła się w 2016 r.
W Weiler Nahles jest przede wszystkim Andreą, a nie berlińską polityk. – Kiedy w sobotę przed domem zamiatam chodnik, zawsze przychodzi parę osób i rozmawiamy, dlatego wiem, co ludzi naprawdę absorbuje – opowiadała.
Katoliczka, z robotniczej rodziny, dziewczyna, do tego z prowincji – nie wszystko to układało się w logiczną całość, kiedy chce się robić karierę w SPD. Tak Nahles opisuje swoją drogę. Jej ojciec był murarzem, miał nadwyrężone ręce, kolana, kręgosłup. To miało na nią duży wpływ i kształtowało jej polityczne poglądy. W małej chrześcijańsko- konserwatywnej wsi, jako 18-latka założyła lokalną komórkę SPD, pod nieufnym okiem mieszkańców. Nawet jej matka ostrzegała, że boi się, że wywoła to we wsi niepokój. Ale na Andrei nie robiło to większego wrażenia, szła swoją polityczną drogą.





reklama
reklama

Drogi Czytelniku/Czytelniczko Komentator Europa-Niemcy-Polska nie gromadzi, ani nie przetwarza w celach marketingowych, ani innych Państwa danych. Strona zamieszcza reklamy zewnętrznych partnerów, a na ich politykę nie mamy żadnego wpływu. Zamieszczane są również linki zewnętrze, na które nie mamy wpływu. Swoją decyzję zawsze mozesz zmienić. Wystarczy namieść odpowiednie zmiany w ustawieniach. Tu o naszej polityce prywatności. Jeśli się z tym nie zgadzasz  napisz bezpośrednio do naszych partnerów, lub zrezygnuj z korzystania ze strony. Jeśli się zgadzasz, pozostań naszym Czytelnikiem.