Główna Archiwum Redakcja
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności. Jeśli tego nie akceptujesz, nie korzystaj z tej strony.

ISSN 2299-1328

www.komentatoreuropa.pl

Za nią kryły się nierozwiązane problemy i różnice w interesach dwóch państw dominujących w UE. Obecna sytuacja, w której Niemcy zdominowały władze Komisji Europejskiej i władze UE - tylko dolała oliwy do ognia. Początki erozji państwowej przyjaźni francusko-niemiekciej sięgają okresu rządów Angeli Merkel, zwłaszcza ostatniej kadencji rządów kanclerz z NRD. Merkel na ostatnim rozdaniu władz w KE i w innych organach unijnych władz pokazała kto tu rządzi. Kandydaci forsowani przez Paryż padali jeden po drugim, a Niemcy przeforsowali „swoich”. Macron nigdy nie zapomniał tej nauczki, jaką dostał od niemieckich przyjaciół. Nie jest też żadną tajemnicą, że Berlin mając nadwyżki skupował przez wiele lat długi państwowe Francji. Nie  kierował się przy tym  tylko czysto biznesowymi i charytatywnymi pobudkami.
Spotkania francusko-niemieckiej Rady Ministrów to platforma, na której szefowie państw i gabinetów Francji i Niemiec spotykają się, decydują o niektórych wspólnych działaniach. Chodziło też  o symbolikę, która ma jednak duże znaczenie dla funkcjonowania UE.

O głębokim rozdźwięku między obu krajami świadczy obecnie fakt, że przełożyły one tegoroczne wspólne posiedzenie Rady Ministrów na co najmniej początek przyszłego roku.

Jednak aby zatuszować prawdziwy stan relacji zaplanowano nawet  wizytę  Schulza u prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Odkąd te szczyty powołano po raz pierwszy w 1963 roku i zostały wpisane do traktatu, nigdy żadnego z nich nie odwołano. Zwłaszcza po wypchnięciu Wielkiej Brytanii, te spotkania służyły ugruntowaniu dominacji Belina i Paryża w UE. Ani Berlin ani Paryż nie byli na tyle mocni, by samodzielnie zapewnić sobie rządy w Europie  Ale odkąd Niemcy zdominowały władze UE i odsunęły Francję na boczne tory – trudniej jest o konsensus między Niemcami i Francją. Ale jeśli Francja i Niemcy znów się dogadają ponad głowami innych, to pozostałe kraje członkowskie muszą się nastawić na tzw. rozwiązania kompromisowe.

Tyle, że teraz obie strony wolą działać w pojedynkę. Zwłaszcza Berlin, który nie licząc się z nikim w UE  zatwierdził niedawno pakiet pomocowy o wartości 200 miliardów euro na rzecz walki z rosnącymi cenami gazu i energii elektrycznej. Wcześniej nawet nie raczył poinformować o tym swojego francuskiego partnera. Nie jest tajemnicą, że to co robi Scholz Paryżowi się nie podoba i to  delikatnie mówiąc.  Ten zastrzyk gotówki państwa niemieckiego dla niemieckich firm mocno zakłóci funkcjonowanie rynku europejskiego. Mocno uderzy również we francuskie firmy. Ale Niemcy Scholza czują się najwyraźniej tak mocne, że nie liczą się z Francją.  Ale to jeszcze nie wszystko. Niemcy podpisały z wieloma państwami, ale nie z Francją,  nowy projekt wspólnej tarczy powietrznej, tzw. European Sky Shield.

Kolejny poważny zgrzyt to spór o gazociąg z Hiszpanii, do Niemiec- tyle, że wbrew Francji. Francja nie chce tego rozwiązania, ale Berlin z jej opinią po prostu się nie liczy. Niemcy myślą, że mogą znaleźć poza Francją wielostronne porozumienie z mniejszymi krajami. Jakże by inaczej, kosztem Francji.

Oczywiście fasadowa przyjaźń niemiecko-francuska będzie celebrowana, pewnie pod kamerkę panowie Scholz i prezydent Francji Macron będą wymieniać uśmiechy – ale w rzeczywistość relacji na linii Berlin – Paryż, wcale nie jest aż taka sielankowa.






Źródło: Interia.pl, Deutsche Welle,


Komentarz: Relacje na linii Berlin – Paryż, nie aż takie sielankowe. Niemcy i Francja po raz pierwszy od niemal 60 lat przeniosły termin wspólnego posiedzenia francusko-niemieckiej Rady Ministrów

(26.10.2022)Niemcy i Francja po raz pierwszy od niemal 60 lat przeniosły termin wspólnego posiedzenia francusko-niemieckiej Rady Ministrów – donoszą niemieckie media. Dotychczas żaden europejski kraj nie był na tyle duży, by samodzielnie rządzić w Europie. Potrzebowano konsensusu między Niemcami i Francją. Pozostałe kraje członkowskie UE musiały się nastawić na rozwiązanie kompromisowe. To właśnie Niemcy  Francja nadawały ton polityce wewnątrz UE, ale teraz zarówno Berlin, jak i Paryż wolą działać w pojedynkę. Zwłaszcza Berlin nie chce zbyt silnej Francji, bo dąży do hegemonii w całej Unii Europejskiej. Ta ochładzająca się relacja ma też związek z odmiennymi wizjami wobec przyszłości Unii Europejskiej, a te, jak już każdy widzi  - coraz bardziej się od siebie oddalają. W rzeczywistości, jest to walka o władzę w Unii Europejskiej, która się toczy na naszych oczach, a której wynik przesądzi o losach Europy na wiele lat.
Niektórzy komentatorzy niemieckich gazet już kilka lat temu zastanawiali się czy Berlin oby na pewno wygrał walkę o władzę w UE z Francją, po tym jak Wielka Brytania została „wypchnięta”. Kryzys w relacjach niemecko-francuskich na pewno nie zaczął się teraz, tyle że przez długi czas pudrowano stan oficjalnych relacji, ale dziś już wiemy, że to była tylko fasada.

POLITYKA

reklama
reklama