Komentator Redakcja
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności .

-POLITYKA-
Zamieszki w Niemczech takie jak na francuskich przedmieściach
/22.07.2020/ Ostatnie ekscesy w dużych niemieckich miastach jako żywo przypominają zamieszki na francuskich przedmieściach. Młodzi mężczyźni – często pochodzący z krajów arabskich lub Afryki demolują place, plądrują sklepy i atakują policję. Już upłynęło trochę czasu, emocje opadły, więc można pokusić się o kilka zdań refleksji.
W niemieckich metropoliach dochodzi do aktów przemocy.  Na przykład w czerwcu w Stuttgarcie, a w ostatni weekend we Frankfurcie nad Menem. W obu przypadkach setki, głównie młodych mężczyzn pochodzenia arabskiego, lub czarnoskórych brutalnie atakowało policjantów. Bandyci rozbijali szyby, rzucali śmietniki na ulice. W Stuttgarcie doszło nawet do tego, że plądrowali sklepy. We Frankfurcie nad Menem zadymiacze rzucali szklanymi butelkami w policjantów, a przy każdym celnym rzucie ludzie wiwatowali.
Obydwa przypadki ekscesów wywołały w Niemczech strach i poruszenie. Zamieszki przypominają te, które znany z obrazków telewizyjnych z płonących francuskich przedmieść. Nawet niemieckie media, mocno lewicowe i optujące za przyjmowaniem imigrantów – już otwarcie piszą, że większość uczestników zamieszek pochodzi właśnie z tego środowiska. Co raz częściej pojawia się obawa, że w Niemczech dojdzie do tego samego co na przedmieściach francuskich miast.
reklama








"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisał: "Ani Frankfurt, ani Stuttgart, ani ten kraj na to nie zasłużyli. Żeby była jasność - przy odpowiedzi na pytanie jak postępować z aspołecznymi ludźmi, którym w weekendowe noce do głowy nie przychodzi nic innego jak kopanie policjantów, obrzucanie ich butelkami czy pojemnikami na śmieci, nie chodzi o temat emigranckiego pochodzenia. Także policjanci mają pochodzenie emigranckie, podobnie jak i ludzie, którzy następnego ranka sprzątają pobojowisko. A także ci, którzy przecierają ze zdziwienia i przerażenia oczy. I dlatego wolno z całą surowością przeciwdziałać tym, którzy tylko czekają na interwencję służb porządkowych, by z nich szydzić i je atakować. (...)”. FAZ dalej pisze tak: Uwaga na marginesie - zamieszki wybuchły, gdy policja chciała udzielić pomocy rannemu. Tylko na to czekano".
Zarówno w Stuttgarcie, jak i we Frankfurcie znaczna część uczestników zamieszek pochodziła ze środowisk imigranckich – w Stuttgarcie połowa, we Frankfurcie „przeważająca część”. Ta "przeważająca część", to oznacza – dominująca większość, bo nikt nie chciał zaryzykować napisana prawdy, że niemalże wszyscy.  Wśród zadymiarzy były osoby ubiegające się o azyl, ale też Niemcy, których rodzice pochodzą z innych krajów. To oznacza, że wpieranie przez lewicowe media, iż integracja w Niemczech to wzór do naśladownika – jest niezbyt zgodne z faktami. Odsłania też hipokryzję tych którzy nauczali, że w ogóle pełna integracja jest możliwa. Bo zarówno te zamieszki w Niemczech jak i te we Francji , dowodzą, że opowiastki o udanej integracji to mrzonki i fikcja literacka, bez pokrycia w rzeczywistości. Już nie tylko AfD, ale i część członków CDU skarżą się na zanikające bezpieczeństwo wewnętrzne spowodowane nieudaną integracją. Niektórzy specjaliści ostrzegają, że te zamieszki w Stuttgarcie i Frankfurcie nad Menem nie były ostatnimi, lecz trzeba się liczyć w najbliższej przyszłości z kolejnymi atakami. A to jednoznacznie przywodzi na myśl skojarzenia z zamieszkami na przedmieściach francuskich miast. Tam odsetek osób ze środowisk migracyjnych jest bardzo wysoki i co kilka lat wybuchają zamieszki. Zarówno w zadymach na francuskich przedmieściach, jak i na tej we Frankfurcie nad Menem zauważalna jest podobna jest także nienawiść do policji. Przypomnijmy, że zamieszki w Stuttgarcie i Frankfurcie były pokłosiem działań policji. W Stuttgarcie chodziło o zwalczanie narkotyków, a we Frankfurcie o pomoc poszkodowanemu w wyniku bójki. To jak widać nie spodobało się imigrantom bijącym niemieckich policjantów. Dziś nie ma chętnych do wzięcia odpowiedzialności za zamieszki wszczynane przez imigrantów. Ojców sukcesu, jakim media lewicowo-liberalne przedstawiały swego czasu politykę imigracyjną Berlina i UE – było wielu, ale matka porażki siedzi cicho jak trusia...   

Źródło: DW.de, Frankfurter Allgemeine Zeitung
reklama
reklama

Drogi Czytelniku/Czytelniczko Komentator Europa-Niemcy-Polska nie gromadzi, ani nie przetwarza w celach marketingowych, ani innych Państwa danych. Strona zamieszcza reklamy zewnętrznych partnerów, a na ich politykę nie mamy żadnego wpływu. Zamieszczane są również linki zewnętrze, na które nie mamy wpływu. Swoją decyzję zawsze mozesz zmienić. Wystarczy namieść odpowiednie zmiany w ustawieniach. Tu o naszej polityce prywatności. Jeśli się z tym nie zgadzasz  napisz bezpośrednio do naszych partnerów, lub zrezygnuj z korzystania ze strony. Jeśli się zgadzasz, pozostań naszym Czytelnikiem.