Główna Archiwum Redakcja
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia . Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności. Jeśli tego nie akceptujesz, nie korzystaj z tej strony.

ISSN 2299-1328

www.komentatoreuropa.pl

Ten mit obalił występując  na poniedziałkowym posiedzeniu parlamentarnej komisji kontroli Bundestagu Bruno Kahl, szef niemieckich szpiegów.

Mówiąc o konflikcie w Ukrainie, Kahl ocenił, że walki będą trwały do przyszłego roku, ponieważ żadna ze stron nie jest skłonna do oddania terytorium.

Kahl zauważył też, że ostrzeżenia BND w przeszłości były w dużej mierze lekceważone.

- To, co dla nas jest wynikiem profesjonalnej pracy wywiadowczej, wstrząsnęło dużą częścią niemieckiego społeczeństwa, ponieważ w dyskursie publicznym ostatnich dziesięcioleci zwyczajem stało się niestety wielokrotne ignorowanie i tłumienie realnych zagrożeń - a odpowiednie ostrzeżenia organów bezpieczeństwa były odrzucane jako sianie paniki i pompatyczność - oświadczył w poniedziałek szef Federalnej Służby Wywiadu Bruno Kahl.

To odrzucanie faktów było wygodne dla niemieckich polityków. Przecież inaczej nie mogli by, tak jak Merkel od 2014 roku blokować dostaw uzbrojenia dla Ukrainy, czy budować gazociągów Nord Stream 1 i 2 dla Władymira Putina, gdyby oficjalnie uwierzyli. I czy nie dziwne jest to, że niemieccy czołowi politycy z kanclerzami na czele deklarują, że nie wierzyli w raporty, które nader często przecież, dostawali na swoje biurka ze strony niemieckich służb, alarmujące o napaści Rosji na Ukrainę? Jednocześnie często ci sami politycy zatrudniali szefów służb? Po co trzymali na stanowiskach ludzi, którym rzekomo nie ufali? Okazało się przecież, że służby celnie wytypowały zachowanie Putina, a niemieccy politycy? Takich pytań można mnożyć znacznie więcej, ale raczej pozostaną bez oficjalnej odpowiedzi.

W „Süddeutsche Zeitung” czytamy ponadto, że  BND zawsze zwracał uwagę na to, że Putin będzie nadal używał przemocy do realizacji swoich celów politycznych, tak jak robił to w Czeczenii, Gruzji, Syrii, Krymie i Donbasie. Agresja Rosji na Ukrainę nie była więc zaskoczeniem dla zagranicznego wywiadu. „To, co widzimy jako wynik profesjonalnej pracy wywiadowczej, wstrząsnęło dużą częścią populacji niemieckiej, ponieważ niestety w dyskursie publicznym w ciągu ostatnich kilku dekad stało się powszechną praktyką wielokrotne ignorowanie i tłumienie prawdziwych zagrożeń – i odpowiednich ostrzeżeń ze strony bezpieczeństwa. władze jako sianie paniki i pozbycie się poczucia własnej ważności” – skrytykował Kahl. 

Maski powoli, ale jednak opadają. Dziś coraz mniej sprawdza się stara taktyka Berlina „mówmy pięknie” np. o poparciu niepodległej Ukrainy, ale róbmy swoje, budujmy Nord Streamy Putinowi. Nie sprawdzi się już taka taktyka, że w razie czego „mówmy  pięknie”, że  „nie spodziewaliśmy się”, „nic nie wiedzieliśmy”, nie chcieliśmy siać paniki”.  Jak mówi młodzież, najwyraźniej coś „nie pykło”.



Źródło: https://www.sueddeutsche.de/politik/bundestag-bnd-chef-unsere-warnungen-nicht-mehr-als-panikmache-abtun-dpa.urn-newsml-dpa-com-20090101-221017-99-155004


Niemiecki rząd doskonale wiedział o mającej nastąpić inwazji Putina na Ukrainę – potwierdził to sam szef  BND

(18.10.2022)Według Federalnej Służby Wywiadu (BND), wojna agresywna prezydenta Rosji Władimira Putina nie dotyczy przede wszystkim Ukrainy . Wojna, która rozpoczęła się 24 lutego, była „wypowiedzeniem wojny” całemu zachodniemu światu demokratycznemu, powiedział Bruno Kahl, szef agencji. Obie strony konfliktu nadal dążyły do    rozstrzygnięcia na polu bitwy. Dlatego spodziewa się, że walki będą kontynuowane w przyszłym roku – czytamy w Süddeutsche Zeitung. Niemiecki rząd wiedział o mającej nastąpić inwazji Putina na Ukrainę – potwierdził to szef BND. Niemieckie władze były przez służby wywiadowcze często i dogłębnie informowane. Nie ma zatem mowy o żadnym zaskoczeniu. Teraz wychodzi raczej na to, że niemieccy politycy je tylko udawali. Pamiętamy wystąpienia Scholza, czy minister spraw zagranicznych, w których ci mówili, że nic nie wiedzieli, niczego się nie spodziewali. Również była kanclerz Angela Merkel w wywiadach mówiła o zaskoczeniu faktem, iż Putin napadnie na sąsiada.

POLITYKA

reklama
reklama